«Nie jak pjany išoŭ, a byccam jon taki kruty». Alaksandra Hierasimienia padrabiaźniej raspaviała pra napad
Alimpijskaja pryziorka kaža, što adrazu źviarnuła ŭvahu na budučaha napadnika.

— U piatnicu rankam ja pa svaich spravach była na aŭtavakzale «Varšava-Zachodniaja». Kali ja viartałasia na parkinh da svajoj mašyny, nasustrač mnie išoŭ mužčyna — vysoki, chudy, słavianskaj źniešnaści. Ja źviarnuła ŭvahu na toje, što išoŭ jon niejak raźviazna ci što, z boku na bok. Nie jak pjany, a byccam jon taki kruty.
Alaksandra kaža, što była ŭ svaich dumkach, tamu nie stała nadavać šmat uvahi nieznajomcu. Čahości, što jaje b mocna naściarožyła, spartsmienka nie pabačyła.
— Jak my paraŭnialisia, ja adčuła mocny ŭdar pa hałavie. U pieršuju chvilinu ja była ŭ šoku i nie razumieła, što zdaryłasia. Paśla ja abiarnułasia. Jon stajaŭ krychu ŭdalečyni i hladzieŭ na mianie. Kaniečnie, pieršaja dumka ŭ mianie była, što treba padyści i razabracca. Ale ŭzvažyła ŭsie za i suprać. Zrazumieła, što jon zdarovy mužyk, a ja dziaŭčyna.
Spartsmienka ŭdakładniaje, što napadnik ničoha joj nie kazaŭ — ni pierad udaram, ni paśla.
Alaksandra źjechała, ale potym vyrašyła, što nielha pakidać zdareńnie prosta tak.
— Kali jon niejki chvory, dyk treba jaho lačyć. Tamu ja krychu paźniej pajšła ŭ palicyju i padała zajavu. Ciapier čakaju vynikaŭ. Adčuvaju siabie ŭžo dobra, usio ž try dni ŭžo prajšli. Pieršy čas hałava kružyłasia, baleli šyja i śpina.
Biełaruś užo nie tolki pra palitviaźniaŭ. Z čym Śviatłana Cichanoŭskaja pajechała na adzin z hałoŭnych forumaŭ pa biaśpiecy ŭ ZŠA i što tam rabiŭ Siarhiej Cichanoŭski
Kamientary