«Ramantyka skončyłasia, navat nie pačaŭšysia»: jak minčuki pierajechali ŭ hłuš
Žyćcio ŭ stalicy, hastroli pa Jeŭropie, stabilny dachod — usio heta siamja pakinuła, pierabraŭšysia ŭ amal pustuju viosku. Uzamien pryjšli čarnicy, piečka, kury, svaboda i praca dla siabie.

U vioscy Linki Vałožynskaha rajona zimoj ciamnieje kala 16:00. Paśla zachodu sonca — vakoł tolki pole, les i niekalki ahieńčykaŭ u voknach. Pastajannych žycharoŭ — usiaho paru damoŭ. Da najbližejšaha ahraharadka Višnieva — šeść kiłamietraŭ. Aŭtobusa niama.
Na vulicy Palavoj žyvuć muž i žonka Andrej i Alena, jakija pierabralisia siudy sa stalicy.
Žurnalisty Tochka.by parazmaŭlali z paraj i daviedalisia, jak heta žyć u hłušy.
Z artystaŭ — u fiermiery
Kaliści Andrej i Alena byli muzykami, jeździli z kancertami pa Jeŭropie i pracavali ŭ roznych kalektyvach, u tym liku i na telebačańni.

Siońnia ŭ ich amal hiektar ziamli, bujaki, łavanda, kury, kački, chatni chleb i syr. Adnym słovam, asabistaja padsobnaja haspadarka.
Kali adklučać elektryčnaść, dom hreje piečka. Kali pieramierźnie vada, to ratuje kałodziež. Letam čuvać ptuški i traktary, zimoj — poŭnaja cišynia, da jakoj haradskomu žycharu jašče treba pryvyknuć.

«My nie źjechali pa pryhožuju karcinku. Prosta stała jasna: kali sami sabie pracu nie stvorym, jaje nam nichto nie prapanuje», — kaža Alena.
Ich pierajezd ź Minska pačaŭsia sa zvyčajnaj haradskoj prablemy — niedachopu miesca.
«Kali naradziłasia druhoje dzicia, kvatera stała katastrafična maleńkaj. Jašče i vialiki sabaka ŭ siamji. Vyrašyli: albo pašyrajemsia ŭ Minsku, albo pierajazdžajem za horad», — raspaviadaje Andrej.

Spačatku siamja kupiła vialiki dom u Zasłaŭi — kala 420 «kvadrataŭ».
«Tady zdavałasia, što heta idealnaje rašeńnie. Prastorna, cicha. Zaraz razumiejem — heta byŭ maksimalizm. Vialiki dom — vielizarnyja vydatki i pastajannaje absłuhoŭvańnie. Jon sam pa sabie jak praca», — praciahvaje mužčyna.
U niejki momant Zasłaŭje pačało chutka zabudoŭvacca. Pa słovach Aleny, jany jechali pa cišyniu, a praź niekalki hadoŭ atrymali ščylny pryharad Minska — zatory, budoŭli, šum.
«A mnie zaŭsiody chaciełasia prastory. Ziamli. Kab vakoł było svajo i nichto nie dychaŭ u śpinu», — padkreślivaje jana.
Žyćcio na dźvie krainy
Zatym abstaviny znoŭ kruta pamianialisia. Spačatku Andrej źjechaŭ pracavać u Litvu, zatym tudy pierabrałasia i siamja.
«My žyli na dźvie krainy. Amal kožny tydzień jeździli tudy-nazad. Ustanavili rekord — hadzina dvaccać ad padjezda da padjezda, kali chutka prajšli miažu. Pakul možna było jeździć, heta pracavała», — kaža mužčyna.

Ale pastupova stała jasna, što takoje žyćcio zanadta zaležyć ad vypadkovaściaŭ.
«Tam ty zaŭsiody časovy. Siońnia jość praca, zaŭtra niama. Nijakich harantyj. Ty prosta čałaviek, jaki pryjechaŭ zarabić i ŭ luby momant moža źjechać nazad. Kali pačalisia abmiežavańni na miažy, stała zrazumieła: albo siadzim u Litvie biazvyłazna, albo viartajemsia. My vybrali viartańnie. Nie ŭ kamfort — u niavyznačanaść. Ale choć by ŭ svajo», — adznačaje Andrej.
Da taho momantu ŭ siamji ŭžo byŭ kupleny stary dom u vioscy. Pierajezd atrymaŭsia chutkim — uziali rečy i amal usiu meblu z Zasłaŭja.
Pieršyja miesiacy: biez vady i ciapła
Hety dom stajaŭ pustym amal 30 hadoŭ. I žyć u im adrazu było niemahčyma.
«Ni vady, ni kanalizacyi, ni narmalnaha sanvuzła. Choład, a ŭ nas — budoŭla-pierabudova. Pieršyja miesiacy byli vielmi ciažkimi. Ramantyka skončyłasia, navat nie pačaŭšysia», — uspaminaje Alena.

Za karotki čas zrabili śvidravinu, kanalizacyju, kuchniu, sanvuzieł. Amal usio svaimi rukami.
«Najmali ludziej na prafiesijnyja raboty, takija jak santechnika i elektryka, astatniaje sami. Pracavali z ranicy da viečara. Ale ŭ pryvatnym domie nie byvaje momantu, kali ŭsio skončana. Praca jość zaŭsiody», — kaža hałava siamiejstva.
Chto źjeŭ usie bujaki?
Samym składanym akazaŭsia nie bytavy bok, a situacyja na rynku pracy.
«Tut zarobak 800—1200 rubloŭ ličycca narmalnym. Znajści 1500 — užo ŭdača. I heta nie ofis: ciažkaja praca biez hrafika», — dzielicca ŭražańniami Andrej.
Alena sprabavała ŭładkavacca ŭ miascovuju łabaratoryju, ale taksama niejak nie pajšło.

Kali stała zrazumieła, što stabilnaj pracy nie budzie, vyrašyli spadziavacca na siabie.
Asnoŭny prajekt siamji zaraz — bujaki.
«Heta doŭhija hrošy. Pieršyja hady ty tolki ŭkładvaješ: pasadka, dohlad, uhnajeńni, mulča. Kali štości nie zrabić, uradžaju nie budzie», — raspaviadaje Alena.
U minułym hodzie jany navat nie davali abjaŭ ab prodažy jahad. Usio i tak razabrali.
«Rajon źjeŭ, my sabie tołkam ničoha nie pakinuli. Kusty jašče maładyja, tamu niejak tak», — uspaminaje biełaruska.

Pobač raście łavanda. Pakul učastak nievialiki, ale płany vialikija — fotasiesii, pierapracoŭka, bukiety, masła.
«U vioscy ŭsio raście pavolna. I ty vučyšsia ciarpieńniu», — adznačaje Alena.
Chleb, syr i sarafannaje radyjo
U dvary ŭ pary ŭžo abžylisia kury i kački — haspadarka pastupova pašyrajecca. U płanach zasialić padvorak i bolš bujnymi «žycharami».


«Žadańniaŭ bolš, čym času. Dobra, što jość strymlivajučy faktar — muž-realist», — uśmichajecca Alena.
Hałoŭnaja finansavaja apora siamji — heta nie aharod i ptuška. Pastupova z bytavoj nieabchodnaści vyras inšy kirunak — chatnija pradukty, jakija ciapier prynosiać stabilny, chaj i nievialiki dachod.
Usio pačynałasia prosta — z bochana dla siabie.

«Ja piakła chleb dla siamji. Potym znajomyja pačali prasić. Zaraz jość niekalki pastajannych klijentaŭ. Chleb źjadajecca kožny dzień, syr taksama», — tłumačyć Alena.
Małako kuplajuć u miascovych žycharoŭ — pastupova skłałasia nievialikaja sietka pastaŭščykoŭ.
«Heta nie biznes u kłasičnym sensie. Chutčej samazaniataść i ŭśviadomleny vybar na karyść jakasnych praduktaŭ», — tłumačyć Andrej.

Samaje składanaje, pa słovach pary, — heta nie vyrabić, a pradać.
«Tut ludziej niašmat. Kožny klijent — praz znajomych, sarafannaje radyjo vyrašaje ŭsio. Kali abjomy vyrastuć, daviadziecca jeździć, šukać rynki. Heta taksama praca», — kažuć jany.
Hłuš, ale nie izalacyja
Niahledziačy na składanaści, u horad viartacca para nie choča.
«Na nas navat cišynia nie cisnuła. Paśla horada cudoŭna: ciomna, pusta. Heta spakoj u naturalnym jaho prajaŭleńni. A za šumam možna i ŭ horad prakacicca», — upeŭniena Alena.


Pry hetym vioska nie adrezana ad śvietu. U Višnievie jość škoła: dziaciej pryvozić aŭtobus i zabiraje nazad.
Pracuje ambułatoryja, pryjazdžaje chutkaja. Pošta i dastaŭki dachodziać prosta da doma. Internet stabilny.
«U pobycie tut prablem mienš, čym zdajecca. Ale biez mašyny nijak», — upeŭnieny Andrej.

Darečy, viaskovy dom staŭ centram pryciahnieńnia ŭsioj siamji.
«Starejšy syn žyvie ŭ Minsku, ale pry luboj mahčymaści pryjazdžaje siudy. Kaža, tut možna vydychnuć. Małodšyja žyvuć z nami i chodziać tut u škołu», — tłumačyć mužčyna.
Dyk navošta ludzi jeduć siudy z horada?
I ŭsio ž siarod hałoŭnych faktaraŭ žyćcia ŭ vioscy — nie tolki cišynia i pryroda.
«Tut niama stabilnaści ŭ razumieńni haradžanina. Uradžaj moža zahinuć, popyt — źniknuć. Razam z tym jość spakoj i zamiłavańnie. Tut dom i ziamla, cudoŭnyja spahadlivyja ludzi. Dyk što jašče treba?» — kaža Andrej.
Paśla paŭzy Alena farmuluje jašče praściej.
«My zrazumieli adnu reč: nidzie my nie patrebnyja. Tolki sami sabie i svajoj siamji», — reziumuje jana.

«Tamu i žyviom tak. Spakojna, chaj dzieści i ciažka. Ź piečkaj, kałodziežam i hatovym zapasnym varyjantam na ŭsie vypadki. Ale heta naša sapraŭdnaje žyćcio. I nam jano padabajecca», — dadaje Andrej.
U vioscy ciamnieje rana. Ale ŭ hetaj ciemry zastajecca niekalki ahieńčykaŭ u voknach — u damach ludziej, jakija vybirajuć žyć na svajoj ziamli.
-
29‑hadovuju madel i psichołaha z Homiela asudzili za palityku. Mierkavana, za Hajuna
-
Jak ułady Minska zrazumiejuć, u kaho žyvuć niezarehistravanyja sabaki? Raźlik na nieabyjakavych susiedziaŭ
-
Biełaruska prasiła blizkich patrochu pieravozić u Polšču jaje źbieražeńni. A potym kupiła kvateru — i bank zabłakavaŭ 1 miljon złotych
Kamientary