Aniekdoty z žyćcia. Dziadźka, ty što, kaban?..
Zakon bumieranha.
Adnaho viaskoŭca zaprasiła sabutelnica na dzień naradžeńnia. U kišeniach pusta, a kulturna vypić chočacca. Nie razhubiŭsia. Nadraŭ biaremia kvietak u susiedskim harodčyku, pajšoŭ u hości.
Praź miesiac vyrašyŭ pravić ułasny dzień narodzinaŭ. Źjavilisia hrošy. Chapiła na piać plašak. Tolki hulnuć jak śled nie ŭdałosia, bo ŭ chatu nabiehła paŭsielsavieta. Usie z kvietkami.
* * *
Viarnuŭsia bahaty dziadźka z zamiežnaha kurorta. Sklikaŭ usich svajakoŭ. Pakazvaje, vychvalajučysia, fotazdymki:
— Heta — ja ŭ restaranie, heta — ja na plažy, vino piersikami zakusvaju, heta — za stałom, u hości nas zaprasili!
Niaŭdziačny plamieńnik nie padzialaje zachapleńnia:
— Dziadźka, ty što, kaban? Na kožnaj fatahrafii žareš!
Kamientary