Apaviadańnie
Adam HLOBUS
Hrafityst
Hrafityst vyjšaŭ z kramy «ŁAKI-FARBY». U kułaku jon ściskaŭ hładki balončyk z čyrvonaju nitraemallu. Dušu Hrafitysta sahravała vohniennaść koleru, što siadzić u metalovym pałonie.
U respublicy ŭstalavałasia, zamacavałasia j kvitnieła dyktatura. Malavać, pisać, lapić plakaty na ścienach i płatach zabaraniałasia. Za palityčny nadpis na haradzkoj prybiralni niepaŭnaletniaha aŭtara zahnali ŭ turmu na dva hady.
Hrafityst nie chacieŭ traplać za kraty. Ale tvorčy śvierb pamalavać strumianiom na publičnaj ścianie byŭ nastolki mocny, što raspracavaŭsia plan akcyi j nabyŭsia balonik.
Dziela maskiroŭki mastak apranuŭ staruju kurtku z šapkaju. Čaraviki abulisia znošanyja, z padrapanymi myskami. Vopratku mierkavałasia vykinuć paśla zaviaršeńnia spravy.
Sam prajekt byŭ dosyć prosty: unačy vyjści na centralny most i namalavać na parapecie vialiki, erehavany mužčynski połavy orhan. Čeles musiŭ ejakulavać kryvavymi ślaźmi. Kab padziei adbyvalisia ŭ jakoj inšaj stalicy ci ŭ hetaj ža, ale ŭ inšy čas, akcyju možna było b pryznać banalnaj. Ale manumentalna-momantna-imhniennaje mastactva hrafici vyznačajecca ŭlikam asiarodździa j času. Hrafityst pra toje viedaŭ. Jon daskanała praličyŭ raskład milicyjanckich prachodak i prajezdak pa načnym moście. Tamu namalavaŭ svoj orhan biez usialakich pieraškod i praz park kiravaŭsia damoŭ.
Pad starymi tapolami jaho i ŭziali.
Tupanosy milicyjancki “hazon” vyskačyŭ na aleju, jak z-pad ziamli. Aślapiŭ mastaka farami. Toj i ačomacca nie paśpieŭ, jak stajaŭ, pakłaŭšy ruki na sini kapot, i hladzieŭ na myski raźlezłych čaravikaŭ.
“Hałavy nie padymać! Hladzieć na ziamlu!” Niamocny, ale trapny ŭdar humovaha dručka pryjšoŭsia ŭ šyju.
Hrafityst vojknuŭ, chutčej z-za niečakanaści, čymsia ad bolu.
“Čuješ ty jaho, vojkaje!? Ty, hadzina murzataja, zaraz u nas nia tak zavojkaješ. Łazić unačy, masty roznym paskudztvam razmaloŭvaje...”
“Nie malavaŭ...”
Druhi, macniejšy j razmašysty ŭdar pałkaju loh na łapatki.
“Słuchaj ty jaho, nie malavaŭ! A ludzi bačyli. Ludzi ŭsio bačać. I ty, maziła brudny, malavaŭ, kab usie bačyli. Miesca vybraŭ vidnaje, kala samaha vajskovaha štabu. I kab što čałaviečaje namalavaŭ, a to chier niepamierny. Skacina!” Hetym razam čorny dručok apuściŭsia na rastapyranyja palcy pravaj ruki.
Hrafityst uzvyŭ ad kaściałomnaha bolu j zaskokaŭ vakoł mašyny, trasučy ŭ pavietry pakalečanaj rukoju.
“Bač ty jaho, skača, jak na scenie. Skačy-skačy, daloka nie adskočyš!” Pa hetych słovach dubinka hupnuła pa patylicy. Hrafityst absieŭ na mokry paśla zalevy asfalt.
“Ty za nohi, ja za ruki,” — słavianskatvary lejtenant huknuŭ da rusavusaha seržanta.
Biesprytomnaha Hrafitysta kinuli ŭ “hazik”. Ačomaŭsia jon na padłozie kabinetu dopytaŭ. Lejtenant palivaŭ na biaskroŭny tvar vadoju z enkavedysckaha hrafinu.
“Pračynajsia, haŭniuk. A to, viedaj ty jaho, raźlohsia na ŭvieś pakoj, nie prajści. Dzie soram u čałavieka? Kultura dzie? Stać na kaleni! Ruki za hałavu!” Čorny bot hłyboka ŭjeŭsia ŭ rebry amatara načnoha malavańnia.
Davodziłasia padparadkoŭvacca. Apahonieny vyradak nie źbiraŭsia spyniacca na pałamanaj rabrynie.
“Ścieny ŭ nas toŭstyja, dźviery žaleznyja, a ludzi hłuchija. Ludzi ŭ pahonach čujuć tolki kali načalnik havoryć. A siahońnia za načalnika ja. Značyć tak. Pakul sprava da pratakołaŭ dojdzie, pakul tam sudy sa štrafami, ja ciabie sam advuču paskudzić masty ŭ stalicy našaj suverennaj Radzimy! Chren, hlań ty na jaho, zakazytała namalavać. Budzie tabie chier va ŭsie dzirki. Spačatku ty vysmakčaš usiu maju spermu da apošniaj kropli. A potym siaržant zahonić svoj dručok tabie ŭ ačko. Jon u nas lubić stavić koźlikaŭ nakarački. I tolki pasprabuj rypnucca, ja tabie nie adnu rabrynu, a ŭsie da apošniaj kostki pieratrušču». Słavianskamordaja źviaruha vyvaliła z portak toŭsty, ale karatkavaty kaniec.
“Uziaŭ u ruki! Pačaŭ zajmacca... Piaščotna, jak sa svaim”. Nad ciemieniem Hrafitysta zavis važki dručok, kab u luby momant abrynucca na hałavu.
“Ustaŭ. Možna ŭ rot. Hladzi ty na jaho, prosta majstar. Moža ciabie adpuściiiiiiiaaaaaaaaAAAAAA...”
Zuby mastaka saščapilisia na čelesie milicyjanta. Paranieny vyŭ. Jon chacieŭ ahłušyć kryŭdziciela dubinaj, ale paralityčny bol skruciŭ cieła. Palcy Hrafitysta ścisnuli jadry lejtenanta horš za žaleznyja abcuhi. Aźviareły minietčyk pačaŭ adździrać ad słužbista bolšuju pałovu j tak zakarotkaha čelesa. Mient roŭ. Tak ravie stary śmiarotna paranieny leŭ, kali jaho rvuć na šmatki hijenavidnyja sabaki. Milicyjant spadziavaŭsia, što na kryk źbiahucca braty-kalehi. Tolki ścieny byli taŭščeznyja, dźviery metaličnyja, a kalehi hłuchija, bo dumali, što ravie dy stohnie zakatavany aryštant.
Hetym razam adyšoŭ ad pamiaci vypakładany lejtenant. Śviadomaść nia vytrymała ździekaŭ i adklučyłasia.
Hrafityst z akryvaŭlenym rotam i kavałkam čelesa za ščakoju šalonymi skačkami pralacieŭ pa kalidorach i vyskačyŭ u daždžystuju noč. Jon bieh dvarami, a pačuŭšy syrenu “chutkaj dapamohi”, daŭ nyrca ŭ padjezd. Tolki ŭ ciomnym kutku haryšča jon vyplunuŭ čałaviečynu. Praz słuchavoje vakno jon padstaviŭ tvar pad doždž i skazaŭ: “Mastactva, pahladzicie vy na jaho, patrabuje achviaraŭ”.
Lejtenanta kamisavali pa invalidnaści. Mastak zastaŭsia mastakom, praŭda, u inšaj krainie, a dyktatura praciahvaje być dyktaturaju.
Kamientary