№ 08 (129) 1999 h.
SŁOŬNIK PANIAĆCIAŬ
§4. Adam Hlobus i deflaracyja biełaruskaj litaratury.
Kudy hladzić hałoŭnaja vulica Miensku, jakaja ŭ roznych časoch i pry roznych režymach, naturalna, i nazyvałasia pa-roznamu -- praspektam Stalina, Lenina i narešcie Skaryny? Jana hladzić na Maskvu. U takoj «advolnaj» planametryi pračytvajucca zakładzienyja ŭ biełaruskaj stalicy sensy -- być horadam imperskaha značeńnia i adnačasna hetkim sabie nekropalem, dzie ŭsio, asudžanaje peŭnymi siłami na śmierć, pamiraje, adychodzić, tak što tolki ŭvažlivy naziralnik zdoleje raspaznać ślady praminułaha, stračanaha, źbiajodanaha.
Ništo tak nie charaktaryzuje Miensku, jak raźmieščanyja ŭ im hramadzkija prybiralni. Pa-pieršaje, ich zaŭsiody katastrafična nie stavała, i tamu ŭvieś Miensk pieratvaraŭsia ŭ adnu vialikuju prybiralniu. U adroźnieńnie ad suśvietnaj praktyki, u im niama i nie było prybiralniaŭ pry metro, bujnych ustanovach handlu i, navat, pry asobnych kaviarniach i inšych pradpryjemstvach hramadzkaha charčavańnia. Vidać, užo na ŭzroŭni prajektavańnia adpaviednyja fizijalahičnyja patreby ŭsprymalisia padazronymi j niačystymi, niečym takim, što savieckamu čałavieku śvietłaha zaŭtra było čužoje, čaho jon pavinien byŭ kateharyčna vyrakacca ci, prynamsi, strymlivać u sabie ŭ zarodku. Pa-druhoje, jak kazała maja znajomaja ź Niamieččyny, u Miensku samyja śmiardziučyja [hramadzkija] prybiralni na śviecie. Dla mianie dahetul zastajecca zahadkaj, što ž tam tak śmiardzić, vyparažnieńni biełaruskich hramadzianaŭ ci niešta bolšaje. I, moža, hetaja tchlina raskładańnia prosta zychodzić z hetaha ŭjaŭlenaha nami na chvilinu nekropalu?
Jak by tam ni było, ale ŭžo adpraŭleńnie svaich naturalnych fizijalahičnych patrebaŭ dla savieckaha kiraŭničaha źviana było pa sutnaści seksam. U hetym my bačym perverziju. Uvohule, perverzija (ci, inakš, vyčvareńnie, pierakručvańnie, skryŭleńnie) źjaŭlajecca ŭniversalnaj charaktarystykaj šmat jakich kavałkaŭ staroj i novaj biełaruskaj rečaisnaści i, u tym liku, stanu humanitarnaj viedy. Voźmiem, naprykład, toje, što lažyć pad rukoj. Toje, što nazyvajecca ŭva ŭniversyteckich padručnikach «sučasnaj biełaruskaj movaj» (dyk jak, pavažanyja tavaryšy akademiki, usio-tki budzie pa-biełarusku — form ci formaŭ?), na dobry ład jość nia čym inšym, jak radykalnaj perverzijaj biełaruskaj movy jak takoj. Padumać tolki, jakomu kalasalnamu pseŭdaŭnifikacyjnamu cisku paddavałasia mova, jakaja da pačatku XX st. isnavała ŭ niešmatlikich piśmovych fiksacyjach i faktyčna nia mieła ŭłasnaj knižnaj tradycyi.
Małady biełaruski piśmieńnik Adam Hlobus prajaŭlaje cikavaść da mnohich bakoŭ žyćcia. Tamu j pałavoje žyćcio, jakoje tak staranna ihnaravali jaho biełaruskija litaraturnyja nastaŭniki, nia moža pakinuć Hlobusa abyjakavym. Jon nie zdavalniajecca hołym apisańniem adpaviednych scenaŭ, jamu chočacca dasiahnuć maksymalnaj mastackaj raźniavolenaści. U vyniku niaredka pierad vačyma čytača adkryvajecca toje, što ŭ padručnikach pa seksalohii nazyvajecca perverzijaj — u jaho knihach adna dama supolicca ź piaćma panami, zaviazvajuć tryvałyja siabroŭskija suviazi ludzi ź nietradycyjnaj seksualnaj aryjentaciaj i h.d. Nia treba, adnak, zabyvacca, što dla aŭtara hetkaja perverzija źjaŭlajecca nia čym inšym, jak dziejsnym srodkam emansypacyi, adychodu ad sastarełych schiemaŭ i kanvencyjaŭ.
Valerka Bułhakaŭ
Ciapier čytajuć
«Uźnikajuć ujaŭleńni, što palitviaźni musiać być stojkimi, sabranymi, udziačnymi. A realnaść roznaja». Pahavaryli ź ludźmi, jakija vodziać departavanych litaralna za ruku
Kamientary