Ja pišu tabie ź ciemry – vydatki raboty.
Moj kamputar šaleje, pačućci – taksama.
Bieź ciabie pražyvaju žyćcio ź nieachvotaj:
daj, hałubka, mnie, nyju, chacia b telehramu,
kab ja moh daciahnuć da nastupnaje dozy,
kab hladzieć na ludziej nie z ahidaj, a žalem.
Naplavać na vyhody, prybytak, rołz-rojsy,
aby ty na maje nie pakłała skryžali.

1
Ja pišu tabie ź ciemry – vydatki raboty.
Moj kamputar šaleje, pačućci – taksama.
Bieź ciabie pražyvaju žyćcio ź nieachvotaj:
daj, hałubka, mnie, nyju, chacia b telehramu,
kab ja moh daciahnuć da nastupnaje dozy,
kab hladzieć na ludziej nie z ahidaj, a žalem.
Naplavać na vyhody, prybytak, rołz-rojsy,
aby ty na maje nie pakłała skryžali.
2
Ja – arfej, słavabłud, maciuhalnik zaŭziaty –
u pamiežnaj pravincyi kraju absurdu,
čas i rozum hublajučy ŭ porna i čatach,
paratunak znachodžu u słovach. Zaŭsiody
ŭ paluboŭnym razładzie z byćciom i saboju
ŭsio adno pakachać, niby łoch, ciabie zdoleŭ.
Nie lublu, majo sonca, zdavacca biaz boju:
pahulajma – pamučym svaju niespatolu!
3
Hutentak, majne klajne vandroŭnaja kotka!
U Berlinie – łahoda, a ŭ nas tut – šyza:
kormiać piernikam i – nie škadujučy – plotkaj
(pra jaje niechta Frydrych cudoŭna kazaŭ).
Padarožžy jość ježaj dušy: azirnisia
i spaznaješ dahetul niaźviedany drajv.
Navat ja tut, u piekle, na dnie, samym nizie
suziraju cikaŭna tatalny razdraj.
4
Mnie niama što skazać, ja maŭču. Ŭ maim ciele
ani kropli sił, u dušy – raspad.
Kab zabycca, nyrcuju u radyjo- j tele-
akijan. Padkažy mnie darohu nazad.
Moj tupik – biezabličnyja lohkija budni,
što mianie pryručajuć, ad žarściaŭ i snoŭ
adłučyŭšy. Moj čas – nadta brydki dy brudny.
Ažyvi svajoj javaj žyćciovaje šoŭ.
5
O, marlen maja, dytrych, zima ŭžo minuła,
a my ŭsio paasobku – ty niešta śpiavaješ,
ja ž, pa zvyčcy, – maŭču, ni da čoha nia čuły,
akramia jak da słovaŭ dy rymaŭ. Ci maryš
adračysia ad słabaściaŭ j niepastajanstva,
što zanosiać pad skuru ŭtrapieńnia chvarobu?
Sami piekła sabie j pasłuchmianaja pastva;
my z taboju – badziahi niaznanaje proby.
6
Voś iznoŭ zabuchali siabry dy susiedzi,
ŭ karnavałach śviatočnych znajšoŭšy ratunak
ad siabie i ad bližnich. Ci ty, maja łedzi,
hetaksama niaviečyš svoj rozum i šłunak?
Zachavajma svajoj bieskłapotnaści lochi,
dzie – duša, a nia duch zabradziłaha zbožža.
Viesiałości i torču niama ani trochi
ŭ ichnim cichim i patryjarchalnym biazbožžy.
7
Novy mer pakazaŭ siabie vielmi prystojnym.
Pani M. padaryli kvateru j kalasku.
U Bahdadzie j Ńju-Jorku usio niespakojna.
Adčyniłasia krama «Kanservy j kiłbaski».
Voś kałaž: jon realny, tamu j biessensoŭny.
By paštoŭka ź luboha ź piacioch kantynentaŭ.
Majoj pamiaci miech skarbam hetakim poŭny.
Ty ž – źniščaješ jaho kožnaj nočy daščentu.
8
Kanśpiratar ułasnych paraz i žadańniaŭ,
jak lublu ja pračnucca adzin u kvatery –
smakavać cyharetu hadzinaju rańniaj,
słuchać lalečak złych u ajčynnym etery;
addavacca karotkim ščaślivym imhnieńniam,
u jakija ty čovien paŭźvierch akijanu;
pić harbatu j sačyć, jak paŭzuć pa kalenie
i ciapłom spavivajuć pramieńni-lijany.
9
Pakazalna-uzorny ansambl alkaholikaŭ,
što ad baru nudy da ryhałaŭki radaści
niesupynna drejfuje, mianiajučy stoliki
j, niby plaški, – hady. Da najhłybšaha dna dajści,
kali ŭsio ŭžo svajo, – voś uciecha adzinaja.
Iranisty, jurliŭcy, hulcy apantanyja...
U chmialnym virtuale čaroŭnaj undzinaju
ty prychodziš i ŭmiranaść doryš žadanuju.
10
Jak tabie ŭ Banhkoku, tajlandzkija cudy
ci dajuć asałodu vačom, ci ŭzrušeńnie
robić verchał u dumkach? Miž našych sparudaŭ
fih ty farbaŭ takich suziraćmieš bradžeńnie.
Tam ty, kotka, svabodnaja ŭ dziejach i słovach,
što tubylcam tamtejšym, napeŭna, da sraki.
Zrešty, jak i tutejšym. Verbalny moj społach
nie pakiń biez adkazu – dašli fatakartki!
11
Šmat pryvabnaha majuć byłyja kalonii:
seksualnaści słodyčy, pošapt archaiki...
Tam kali i kanaješ, dyk tolki ŭ ahonii.
U dalokich miaścinach šalonaj arhaniki
zaŭvažaješ na tvarach znajomyja pryciemki
(ich i ŭdoma chapaje ŭ vačoch suajčyńnikaŭ).
Zaniasi ŭsio ŭ svaje štoviačernija zaciemki,
u maleńki noŭtbuk padarožnaha kinika.
12
Zavučyŭšy na pamiać ŭsie sutry i mantry,
ty narešcie viartajeśsia z doŭhich vajažaŭ.
Jak sustrenie ciabie tvaja rodnaja kantry?
Ci ŭściešycca voka znajomym pejzažam?
Doŭhi son. Za aknom – pył i huł aŭtabanu.
Ty hatovaja zdochnuć z nudy abo hrypu.
Ale heta minaje, j ty znoŭ zakachana
i z azartam hladziš na naściennuju mapu.
studzień – sakavik, 2006
Fota Iryny Darafiejčuk
Kamientary