Litaratar, redaktar, žurnalist, pierakładčyk, litaraturaznaŭca apublikavaŭ na sajcie Biełaruski PEN čarhovuju kałonku.

Siońnia ŭ dźviery kvatery, u jakoj ja žyvu ciapier, u Varšavie, niečakana pazvanili.
— Słucham.
— Pan Alaksandr? To listonosz.
Ja adčyniŭ dźviery. Chudarlavy chłopiec — mahčyma, student na padpracoŭcy — paprasiŭ mianie raśpisacca na niejkim hadžecie (prabačcie, ja zabyŭ za piać hadoŭ usie słovy, jakimi nazyvajuć hetyja biespravadnyja pryłady), uručyŭ kanviert i pajšoŭ dalej.
Mnie prynieśli płastykavuju kartku.
Nie, heta nie dazvoł na žycharstva i nie tak zvany ženieŭski pašpart. Heta dziejny najbližejšyja čatyry miesiacy dakumient, na padstavie jakoha ja mahu zapisacca ŭ biblijateku, schadzić u archiŭ i navat kupić bilet na ciahnik u miežach Polščy. Heta ŭžo štości.
Mnohija z tych, kaho vieźli razam sa mnoj u śniežni minułaha hoda ź miaškami na hałavie i z rukami, tuha pieramatanymi skotčam, užo atrymali takuju kartku. Maja zatrymałasia na dva tydni. Ale ja nie vinavaču polskuju biurakratyju. Biežancaŭ i emihrantaŭ šmat, a štatny raskład u dziaržaŭnych ustanovach zastajecca ŭsio tym ža.
Kali ŭ piatnašcy my daviedalisia, što pieršuju partyju vyzvalenych vyvieźli ŭ Litvu, siarod palitzekaŭ pajšła dyskusija, što lepš: kali voś tak, hruba, pa-chamsku ciabie vypichvajuć z krainy, na jakuju ŭ ciabie dakładna takija ž kanstytucyjnyja pravy, jak i ŭ tych, chto vypichvaje, ci kali ty zastaješsia ŭ krainie i žyvieš va ŭmovach, kali krok naprava abo naleva robicca padstavaj dla zaviadzieńnia čarhovaj spravy, paśla jakoj ty budzieš isnavać u kałonii va ŭmovach užo zusim strohaha režymu… Sumnievaŭ, što nas rana ci pozna vypuściać, nie mieŭ nichto. Pytańnie było ŭ tym, rana ci pozna. I — kudy.
Potym hetyja abmierkavańni i razvahi pierajšli ŭ naš z Marynaj paradak dnia padčas doŭhaterminovaha spatkańnia. Doŭhaterminovaje — heta značyć noč i prykładna try čverci dnia. Amal sutki. Heta šmat. Mahli ž i ŭvohule pazbavić — takoje byvała.
Ja paprasiŭ Marynu: kali raptam tam, na jejnaj adnosnaj voli, sioj-toj z maich znajomych z kolišniaha žyćcia ŭsio ž joj patelefanuje i zojdzie razmova pra mianie, niachaj jana skaža:
— Saša pieradaŭ vam pryvitańnie. Jon prasiŭ: kali ŭ vas budzie mahčymaść, niachaj jamu paśla vyzvaleńnia daduć try miesiacy ŭparadkavać svaje spravy. A potym, kali jany buduć nastojvać, što ž… Jon źjedzie.
— U mianie nichto i ničoha pytacca nie budzie. I telefanavać mnie nichto nie budzie, — horka ŭśmichnułasia maja «dziekabrystka».
Maryna akazałasia «dvojčy dziekabrystkaj»: u śniežni 2010 hoda mianie ŭpieršyniu aryštavali, u śniežni 2025 hoda (dźvieście hadoŭ paśla paŭstańnia na Sienackaj płoščy) mianie vyhnali.
Pamiatajecie, u «Idyjocie» ŭ Fiodara Michajłaviča (jašče adzin byŭ biełarus-kataržanin, tak…) kniaź Myškin pierakazvaje ŭspaminy adnaho svajho znajomaha pra toje, kolki možna abdumać za chvilinu da pakarańnia śmierciu? Šmat, akazvajecca. Navat davodzicca spłanavać hetuju chvilinu, kab na ŭsio chapiła času. A ja płanavaŭ hetyja try miesiacy, jakich mnie nichto nie daŭ.
Płanavaŭ pajezdku na mohiłki da mamy, jakoj 31 śniežnia spoŭniłasia roŭna sto hadoŭ. Płanavaŭ pajezdku ŭ rodny horad, raźvitańnie ź siabrami, vulicami, mastami, uspaminami. Adabraŭ by knihi, jakija ŭziaŭ by z saboj. Tak, viadoma! — pasprabavaŭ by paśpieć pratezavać zuby, što rassypalisia na maim šlachu da vyzvaleńnia…
Usie płany zastalisia płanami. Navat sumku źbirali za mianie i bieź mianie, bajučysia, što ja atrymaju infarkt, kali ŭ mianie buduć adbirać rukapisy.
I my pryjechali spačatku va Ukrainu, potym u Polšču, dzie zusim čužyja i dahetul nieviadomyja mnie ludzi stali maimi novymi siabrami i majoj novaj siamjoj. I jany kłapacilisia pra mianie, niby ja byŭ maleńkim dziciem z hrodzienskaha dvara na vulicy Mira…
Ale ž ja i byŭ u toj momant dziciem, jakoje vučyłasia chadzić pa novych vulicach, nanoŭ pryvykajučy da ziamnoha pryciahnieńnia! I bieź ichnaha kłopatu ja nie pratrymaŭsia b hetyja čatyry miesiacy! I tyja, chto vyhnaŭ mianie, vielmi chacieli, kab ja — kab my! — nie pratrymalisia! Kab u ich była padstava kazać tym, kaho jašče nie vypuścili i nie vyhnali:
— Hladzicie, ich tam nichto nie čakaŭ! I vas usich nichto nie čakaje! Nichto — čujecie! Vy nie patrebnyja nie tolki svajoj krainie! Vy nie patrebnyja nikomu!
A my čamuści akazalisia patrebnyja.
Učora jašče čužyja ludzi źbirali nam hrošy i rečy.
Učora jašče čužyja ludzi kłapacilisia, kab u nas, pakul my nie pastaleli i nie zrazumieli, dzie i jak my budziem žyć, byŭ dach nad hałavoj i narmalnaja, nie zekaŭskaja ježa.
Jany vadzili mianie, šaścidziesiacihadovaha dzieda, za ruku pa słužbovych i miedycynskich kabinietach, pa vulicach, pa kramach. Jany prapanoŭvali mnie ŭdzieł u niejkich prahramach reabilitacyi — nie pravavoj, psichałahičnaj. My byli ich dziećmi i ich baćkami adnačasova, i ich dabrynia była nam patrebnaja.
I hetaja dabrynia nie była zmarnavanaja, nie. Jana zastałasia ŭ nas. My prosta pakul nie možam jaje vykazać i joju padzialicca.
Chłopiec (nu, dla mianie amal što chłopčyk, pavodle ŭzrostu jon moh być mnie synam), ź jakim my razam «parylisia» ŭ SIZA na Vaładarcy i jaki vyzvaliŭsia raniej pa adbyćci terminu i raniej pryjechaŭ u Varšavu dobraachvotna, chaj i vymušana, vyciahnuŭ mianie ŭ kaviarniu. My ŭspaminali Vaładarku, kamieru № 17. Jak ja składaŭ dla ich śpisy knih, jakija treba pračytać. Jak my zmahalisia suprać biaskoncych filmaŭ žachaŭ na druhim biełaruskim telekanale. Jak jon ciahaŭ mianie na sabie ŭ prybiralniu i ŭ łaźniu, kali ja zusim abiaznožaŭ… Ciapier, praz hady paśla toj Vaładarki, heta vyhladała amal śmiešna…
Na raźvitańnie jon praciahnuŭ mnie kanviert. Ja pahladzieŭ na jaho z žacham.
Jon skazaŭ:
— Iosifavič, vy ž sami kazali nam: ničoha nie prasicie, ale ni ad čaho i nie admaŭlajciesia, kab ludziej nie pakryŭdzić. Ja ž užo pracuju. Za što vy mianie kryŭdzicie?
Mnie chaciełasia zapłakać.
…Ja jašče nie pracuju. Ja chadžu pa daktarach, dziakujučy štodnia tym, chto apłaciŭ hetuju darahuju pasłuhu. Ja nie adzin taki. I my razumiejem, što hetyja hrošy my jašče nie zarabili. Heta avans — na budučyniu. Što kali my budziem u stanie, my taksama zmožam dapamahać inšym. Prosta — naciskajučy na knopku telefona i pieraličvajučy pracent z zaroblenych nami hrošaj.
I nie tamu, što hetyja hrošy — lišnija.
Prosta tamu, što niechta, nieviadomy mnie, z kim my dahetul nie byli znajomyja i časam naŭrad ci paznajomimsia, u dzień, kali stała viadoma, što nas vykidvajuć, vyhaniajuć z krainy, nacisnuŭ na takuju ž knopku, kab my mahli pieršy čas ni ŭ čym nie mieć patreby. Bo kali ty adčuvaješ, što niechta padumaŭ pra ciabie… Časam adnaho pačućcia staje, kab ty byŭ upeŭnieny ŭ zaŭtrašnim dni.
My vierniem svaje daŭhi, ludcy! My vierniem tym, chto budzie mieć patrebu ŭ našaj dabryni, u našaj dapamozie, u našaj padtrymcy! Bo heta i nazyvajecca — sumleńniem.
15 krasavika, kali vy ŭ Varšavie, prychodźcie na lekcyju Alaksandra Fiaduty na temu «Impieryja suprać moładzi. Historyja vilenskich fiłamataŭ».
-
«Prabačcie mnie, daśledčyki, za ŭsio». Fiodar Paŭlučenka adkazaŭ Uładzisłavu Čachoviču
-
«Biełaruskaja navuka — vypalenaja pustka, dzie adzinočki sprabujuć stvaryć narmalny śviet dla takich, jak vy». Čachovič palemizuje z Paŭlučenkam
-
«Historyja poŭnaja niečakanaściaŭ, i nie ŭsie jany niepryjemnyja». Piśmieńnica Kryścina Sabalaŭskajcie parazvažała pra VKŁ, Biełaruś i Rasiju
Kamientary
Biełarusy/lićviny trymalisia, trymajucca i buduć trymacca dziakujučy dakładna nie joj, a takim ludziam, jak uzhadany vami chłopiec. Škada, jon zastaniecca dla nas čarhovym noŭnejmam. Ale ž - vielmi hodnym noŭnejmam.