Słavamir Adamovič
Sustreča
Dvanaccataha žniŭnia, u dvanaccać,
ty pazvaniła. Ja słuchaŭku źniaŭ
i hołas tvoj pačuŭ, i dzionny špacyr
na manaloh tvoj rezka pramianiaŭ.
Ty havaryła… Ty mianie prasiła:
“…u Viazynku, u Łošycu, albo
nu choć kudy,
dzie jość elektrasiła
elektraciahnikoŭ i pravady”.
Ja čuŭ — nia čuŭ, a ty mianie ŭščuvała
za toje, što źbirajusia źjaždžać…
Nie-nie, ty pra kachańnie pramaŭčała,
ale ŭ maŭčańni straść žyła kachać.
Ty havaryła… Ja źbiraŭsia z ducham,
kab adkazać, kab niešta adkazać.
Zdałosia mnie, što staŭ ja lohkim pucham
i ŭžo voś-voś pačnu, jak puch, latać.
Ty havaryła: pra dačku, pra muža,
pra toje, što pilnuje tvoj ciabie,
što stała ty kalučaja, jak ruža,
u vašaje siamiejnaje braćbie.
U rešcie rešt sustrelisia my ŭ piatym
tralejbusie, što jšoŭ, jak treba nam,
sustrelisia, jak pa vajnie sałdaty,
i tyłavyja vypili sto hram.
I praŭda, my pili, dy nie harełku —
šampanskaje, i jeli šakalad…
Praz dvaccać hod źjaviŭšysia na strełku,
My ŭ niebie dnia šukali zarapad.
24 žniŭnia 2002 h.
* * *
Piaščotnuju skuru maich ruk
lubiać žančyny roznaha vieku.
Tak lubiać streły horła bazuk,
a car vužyny — ciopłaje mleka.
Žančyna pakliča — i ja idu
na poklič, na pozirk vačej zialonych,
kab šeptam haračym prahnać žudu
i adhavaryć złybiadu praklonaŭ.
Ja mocny, pakul ja žančynu lublu,
pakul całujusia ź joj radykalna,
a potym bieły słuchaju bluz
i cicha kažu sabie: usio narmalna.
Piaščotnuju skuru vusnaŭ maich
całuje žančyna małoha vieku…
O, jak cudoŭna — žyćcio na dvaich
i prosta narmalnym być čałaviekam!
2000—2002 h.
Ciapier čytajuć
Pamiatajecie Daniiła z Ofisa Cichanoŭskaj, jakomu za dva dni sabrali hrošy na ankałahičnuju apieracyju? Jamu napisaŭ toj samy adnakłaśnik, jaki jaho ŭdaryŭ — z čaho ŭsio i pačałosia
Kamientary