Ź Lavonam Chałatranam, jaki dva hady tamu škrebaŭ unitazy, a hod tamu zahareŭsia idejaj adkryć novy bar, «Biełsat» parazmaŭlaŭ pra jaho novy prajekt — bistro-bar «Antresolec».

— Tvoj novy bar pracuje ŭžo try miesiacy. Ci naviedaŭ jaho ŭžo Viktar Babaryka — tvoj, možna skazać, były šef?
Lavon Chałatran: — Ja pakul ničoha jamu pra heta nie kazaŭ. Paźniej zaprašu. Nie chočacca zaraz — u ich ciapier jość pra što dumać, akramia majho baru. A ŭvohule tak, my sustrakalisia i razmaŭlali, uspaminali minułaje, «Ok16». Kłasnaja sustreča atrymałasia.
— Hatovy budzieš dapamahać jamu, kali Babaryka znoŭ nadumaje zaniacca palitykaj?
— Hledziačy dzie. Kali na emihracyi, to tut, mnie zdajecca, palityka — na druhich rolach. Kamuści, moža, heta pasuje, ale mnie niecikava, i nie chaču ŭ heta zanuracca. A kali, umoŭna, u Biełarusi štości źmienicca i my vierniemsia na radzimu, to čamu i nie. Ale jašče raz paŭtaru — u vypadku, kali b Viktar Babaryka, skažam, pryjšoŭ da ŭłady, ja staŭ by jamu ŭ apazicyju…
«Pamiž čakańniami i rečaisnaściu — nievialički zazor»
— Zaŭždy stanovišsia ŭ apazicyju da panoŭnaha ładu. U hetym niaźmienny. A jak źmianiŭ ciabie minuły hod?
— Słuchaj, amal uvieś hod prajšoŭ pad ehidaj hetaha prajektu. U lutym budzie jakraz hod, jak my pačali šukać pamiaškańnie dla baru. I nasamreč jašče ŭ lutym ja dumaŭ: jakaja ž heta nierealnaja historyja! Ale kazaŭ sabie: dobra, usio roŭna sprabuju. I ŭ tym hodzie ja pierastupaŭ praź niejmaviernuju kolkaść sumnieńniaŭ. A ciapier siadžu ŭ svaim bary i kažu: «Nu atrymałasia ž! Niahledziačy ni na što». A heta značyć, što ja, pa-pieršaje, jašče niešta mahu, i pa-druhoje, što ja nie fantazior. To bok płany i zdolnaść ažyćciavić ich akazalisia vielmi blizkimi da realnaści. Amal na 100 %. Tamu što prajekt — voś jon. I jon realna vyhladaje vielmi blizka da taho, što chaciełasia. Pamiž čakańniami i rečaisnaściu — nievialički zazor. Ciešusia z hetaha.
— Užo čaćviorty tvoj bar…
— Tak. Ale hetym razam na mnie kudy bolš adkaznaści i našmat bolš «skiłoŭ», čym u kolišnich ustanovach. Moža, z boku heta i niezaŭvažna, ale dla mianie heta pieršy prajekt u hastranomii, dzie ja zrabiŭ kudy bolš, čym rabiŭ raniej. Bo tam byli partniory i padtrymka. A tut ty prosta vyjšaŭ na svabodny rynak, u ciabie niama ni datacyjaŭ, ni ŭpłyvovych siabroŭ, ni dachu — ničoha. Prosta vychodziš i pracuješ.

«Ja navučyŭsia zvarvać mietał»
— Ty niejak kazaŭ, što ŭ tabie ŭžyvajucca «kavałak artysta i kavałak biźniesoŭca». Ci nie vyraksia artysta z adkryćciom ustanovy?
— Praktyčna całkam. Interjer nam stvaraŭ biełaruski mastak Saša Adamaŭ (u tym liku — hetuju šykoŭnuju žyrandol), i jon uziaŭ na siabie bolšuju častku tvorčaha pracesu. Čamu ja i kažu pra vyklučnaść dla mianie hetaha prajektu, bo ja sapraŭdy adčuŭ siabie tut bolš mieniedžaram i biźniesoŭcam, čym zvyčajna. Biźnies-častka pieramahła (śmiajecca). Ale ja addaŭ daninu mastactvu tym, što zaprasiŭ Sašu Adamava. I kali Saša prapanoŭvaŭ štości takoje, što supiarečyła niejkim kamiercyjnym intaresam, ale miełasia spryjać cełasnaści prajektu, to my prymali rašeńnie na karyść artystyzmu.
Saša časta zhadvaŭ japonskija interjery. Takija ŭstanovy ŭ Japonii majuć mała miesca, ale jano efiektyŭna vykarystoŭvajecca — praz šmatuzroŭnievaść. I adsiul hetaja našaja žyrandol, vypukłyja lustry i hetak dalej. Ty adrazu zaŭvažyŭ, što prastora vyhladaje mienšaj, čym na fotazdymkach. Ale praź niekatory čas ty ŭžo tak nie dumaješ. Jana hraje, ściskajecca i pašyrajecca z punktu hledžańnia ŭzajemadziejańnia ŭzroŭniaŭ.
— Heta praŭda. Pašyraje śviadomaść (śmiajomsia). A dla dalejšaha pašyreńnia skažy mnie, kolki ŭkłaŭ hrošaj u prajekt «Antresolec»?
— Prajekt dosyć nizkabiudžetny. Kali ja daviedvajusia pra biudžety niekatorych ustanovaŭ, razumieju, što jany ŭtraja bolšyja. Ale kali naviedvaješ tyja ŭstanovy, to bačyš, što jany mała čym ad našaha baru adroźnivajucca. I dumaješ: kudy ž vy stolki babak zapichnuli? Choć ja razumieju kudy. U nas 80‑90 % ramontnych pracaŭ vykonvałasia svaimi rukami. A tym prychodziłasia za ŭsio płacić. Ja, naprykład, navučyŭsia tut zvarvać mietał. Viedajučy, kolki kaštuje zvarščyk u Polščy, — dobraja była ekanomija. Nu i siabry vielmi dapamahli z kvalifikavanymi pracami — elektryka, vodapravod i h.d. Ciažka było b biez hetaha sacyjalnaha kapitału.
— Niejkija ličby nazavieš?
— Nazavu tuju, jakuju ŭžo nazyvaŭ žurnalistam, — 45 tysiač dołaraŭ. I heta sapraŭdy nie takaja ŭžo i vialikaja suma. Kali chto choča adkrycca, to košt adkryćcia možna raźličvać z suadnosinaŭ 2000 dołaraŭ na mietr kvadratny, užo z usim abstalavańniem i h.d. Kali tabie patrebnyja 100 «kvadrataŭ» — rychtuj, umoŭna kažučy, 200 tysiačaŭ baksaŭ.
Plus našaha pamiaškańnia ŭ tym, što antresol nie biarecca pad uvahu haradskimi ŭładami, nie dadajecca da asnoŭnaj płoščy. Pavodle dakumientaŭ, tut było 46 mietraŭ kvadratnych, i tamu startavaja cana była niedarahaja, navat z ulikam taho, što jana ŭdvaja pavialičyłasia padčas aŭkcyjonu. Kali ŭličvać pavierchniu antresoli, heta ŭsio niebłahaja cana dla Paviśla. Ciapier u nas, napeŭna, razam z kuchniaj, 75 kvadrataŭ, choć antresol daviałosia trochu abrezać…

«Taki voś kapitalizm»
— Apaviadaješ mnie z takim zapałam, jakoha hod tamu ja ŭ tabie nie zaŭvažaŭ…
— Hod tamu nie było stolki stresu. A zaraz stres — štodzionny. Heta ja zaraz z vami sieŭ, zaziamliŭsia trochu. A tak — uvieś čas na telefonie: štości kuplaju, dakuplaju, abmiarkoŭvaju, saču za braniravańniem, jedu kudy-niebudź… A tam (pakazvaje na telefon — red.) — usie ałharytmy tak dziejać, što pałova «ryłsaŭ» — heta pra restarataraŭ, jakija skardziacca, što ŭ ich niama babak, tamu što treba zapłacić i tamu, i hetamu. I ŭvohule, u Polščy zaraz tryvaje dyskusija, jak ciažka žyviecca hastranomii — ź biahučymi arendnymi staŭkami, padatkami dy inšymi vydatkami.
Ludzi dumajuć: voś adkryjusia, pradam 200 stravaŭ za stolki, minus arenda, minus zarobki — nu i voś takaja suma zastaniecca. Ale faktyčna ŭ ciabie takaja šalonaja kolkaść uskosnych raschodaŭ, što pakul nie adkryješsia ty pra ich i nie viedaješ ničoha. Licenzija, štrafy i kuča ŭsiaho. Chacia b štomiesiačnaja płata za kasu. Ci padatak na zarobki! Pa fakcie dziaržava stavić ciabie ŭ takija ŭmovy, što ty budzieš durniem, kali vyrašyš najmać kaho-niebudź starejšaha za 26 hadoŭ. To bok narmalna funkcyjanavać ty zmožaš tolki tady, kali ŭ ciabie pracujuć vyklučna studenty, za jakich ty płaciš nulavyja padatki. Bo kali płacić za ŭvieś piersanał, treba surjozna zarablać. Mała chto moža pachvalicca takoj vyručkaj…

— Chtości płacić zarobki ŭ kanviertach…
— A chtości płacić častku pa-biełamu, a druhuju — u kanviercie. I varyjantaŭ niama: abo ty pracuješ takim čynam, abo ŭvohule nie pracuješ. Na žal, takaja realnaść. Taki voś kapitalizm. I tamu ŭ mianie pracujuć studenty.
«Heta nie budzie prostaj prahulankaj»
— Ale ty pracuješ. Značycca, usio-taki adkryć hastranamičnuju ŭstanovu ŭ Varšavie — nie bieznadziejnaja sprava?
— Nie, nie bieznadziejnaja, ale treba razumieć, jak heta ŭsio pracuje. Treba razumieć, adkul buduć bracca klijenty, kolki ty budzieš płacić za ich pryciahnieńnie i kolki budzieš na ich zarablać. To bok padychodzić da hetaha bolš prafiesijna, a nie tak, što, adkryju voś tam — i narod pavalić. Jość, kaniešnie, i takija kiejsy, ale heta vyklučeńnie. A praviła — heta ciažka pracavać, asabliva napačatku, być hatovym da minusaŭ i pastajanna dumać pra toje, jak vykarystoŭvać biahučyja instrumienty, jakija pastajanna źmianiajucca, — tarhiet, sacsietki, ryłsy, Google Maps i h.d.
— U Belveder, ja tak razumieju, na sustreču prezidenta Polščy ź biełarusami ciabie nie zaprašali. Ale kali b zaprasili, što skazaŭ by prezidentu Polščy?
— Nie viedaju (śmiajecca). Moža, raiŭ by dla kampanijaŭ, jakija startujuć, uvieści niejkija padatkovyja kanikuły. A to adkryvaješ biźnies — i adrazu da ciabie nabiahajuć… Jaŭna ž jość niejkija prahramy, ale dabicca da ich składana. Ja razumieju, što ŭ hetym vypadku zjaŭlajucca roznyja machlary, jakija pačynajuć adkryvać i pieraadkryvać firmy, kab uvohule syści ad padatkaŭ. Ale… Padatki na zarobki tut sapraŭdy vieličeznyja. Karaciej, nie pytajsia — ja nie viedaju, što b skazaŭ jamu…

— Dobra, a prakansultuješ biełarusa, jaki pryjdzie da ciabie ź idejaj adkryćcia ŭłasnaj kaviarni ci baru ŭ Varšavie i paprosić parady?
— Kaniešnie! My tak i robim. Prychodziać chłopcy, i, navat kali nieznajomyja, my možam paŭhadziny ci hadzinu ŭdzialić im spakojna. I nie, ja ich nie adhavorvaju. Ale kažu, što heta nie budzie prostaj prahulankaj, što heta budzie vielmi składana, i budzie vialikaja vierahodnaść pravału. I, kažu, kali vy razumiejecie, što tak moža być, i prymajecie heta, to — rabicie. A my — čym možam dapamožam, chacia b padkazkaj.
«Usio moža zdarycca, ale ja vam harantuju, što budzie cikava»
— Dobra, dyk jakija składniki taho, što ŭ ciabie abyšłosia biez pravału, što ŭ ciabie atrymałasia?
— Dyk jano jašče nie atrymałasia (śmiajecca). Voś adpracujem jaki hod, tady ja tabie skažu, atrymałasia ci nie. Choć, umoŭna kažučy, — ok, niešta ŭžo pracuje, jość jakaja-nijakaja stabilnaść. Składniki? Nie viedaju, napeŭna, vializnaja zaanhažavanaść. Jak tolki adpuskaješ — usio pačynaje razburacca. Treba być pastajanna ŭ fokusie, pastajanna dumać pra heta, pastajanna dbać. Inačaj — nijak. Kali jość jašče ludzi ŭ ružovych akularach, jakija dumajuć, što siońnia adkryjucca, a zaŭtra buduć źnimać viarški, to dla takich isnuje niamała sieryjałaŭ pra toje, jaki heta čad, kolki niervaŭ heta kaštuje i jak časta ŭźnikaje žadańnie kinuć usio da djabła. Ja tak i skazaŭ partnioram: nie viedaju, jak heta budzie, ale my zrobim usio, kab prajekt byŭ paśpiachovy. Maŭlaŭ, usio moža zdarycca, ale adno ja vam harantuju — budzie cikava. Oj, hučyć niejak… Davaj heta vyražam.

— Nie vyražam, usio narmalna. Ale tabie, padobna, i z naparnikam pašancavała.
— Chacieŭ pra heta skazać. Uładź — sapraŭdny šef-kuchar, jakoha jašče pašukać. A kali i znojdzieš, to biudžet adrazu padskočyć uharu. Uładź vielmi dobra papracavaŭ. Jon pastajanna pierajmajecca, dumaje, pierarablaje, tracić na heta čas. My pastajanna štości źmianiajem. I naviedniki ŭpadabali našyja fłetbredy.
Nu i my niejak prosta narmalna supali z Uładziem. Bo my nie atrymlivajem tut takich hrošaj, jakija jon, naprykład, moh by lohka zarablać, pracujučy ŭ najmie. Ale my pracujem tut, tamu što nam cikava. Tamu što pracujem sami na siabie, i nam nie treba stajać na nielubimaj pracy i hatavać nieviadoma što. I heta varta taho.
— Ale viartajusia da tvajoj mary — adkryć placoŭku na čałaviek 100 i kab možna było ładzić kancerty…
— Tak, ale «Antresolec» dakładna nie pra tusoŭku. Hetaje miesca pra ježu, pra napoi, pra razmovy — pasiadzieć pahutaryć u nievialikim kamjunici. Ale toje, pra što ty havoryš, ja jašče trymaju ŭ hałavie, choć tut vielmi ciažka znajści takoje vialikaje pamiaškańnie, kab možna było i tusavacca, i «kanciki», to bok kancerty, rabić. Hetaja mara pakul nie ažyćciaviłasia, ale jana čakaje ŭ skrynačcy. Bo ja nie vykinuŭ hetuju ideju z hałavy i nie admoviŭsia ad jaje. Viarnusia da jaje krychu paźniej.
Halina Dzierbyš kazała prakuroru: «Jak pamru, budu da ŭsich vas nočču prychodzić». I žyćcio ŭžo dahnała jaje sudździu i śviedak. Historyja piensijanierki, jakoj dali 20 hadoŭ kałonii
Kamientary