Novamu majstru, «maładomu specyjalistu», chłopcu sa Staŭpieččyny, prysłanamu ŭ lespramhas pavodle raźmierkavańnia ź Mienskaha technalahičnaha ŭniversytetu jašče ŭvosień minułaha hodu, Sitna naniesła ŭdar z chodu – i pad dych.
Novamu majstru, «maładomu specyjalistu», chłopcu sa Staŭpieččyny, prysłanamu ŭ lespramhas pavodle raźmierkavańnia ź Mienskaha technalahičnaha ŭniversytetu jašče ŭvosień minułaha hodu, Sitna naniesła ŭdar z chodu – i pad dych. «Jak ciabie kličuć?» – praciahvajučy ruku, abyjakava zapytaŭ bryhadzir. «Maksim», – adkazaŭ chłopiec, ničoha nie padazrajučy. «Jak-jak?» – bryhada staiła dychańnie. «Nu, Maks... Maksimka...»
Mužyki vybuchnuli rohatam, žančyny zachichikali. Nazaŭtra načalnik, admysłova pryjechaŭšy na pracu, rasparadziŭsia: novaha majstra nazyvać tolki pa-baćku – Michałyč.
Śpiarša mnie nijak nie ŭdavałasia ŭciamić, čamu lespramhasaŭskaje načalstva hetak uparta damahajecca, kab z «Połacaklesu» prysyłali tych «maładych specyjalistaŭ». Moža, kab umacavać i madernizavać vytvorčaść? Ale sam ład viadzieńnia haspadarki pierakonvaŭ u advarotnym. Moža, spracoŭvała, tak skazać, adviečnaje čałaviečaje imknieńnie pieradavać svoj dośvied novamu pakaleńniu?.. Ale vypusknikoŭ tołkam navat nie stažyravali. Moža, spadziavalisia, što chtości z maładych, poŭnych siłaŭ i žadańnia, paciahnie hetuju dabituju vytvorčaść na sabie?.. Ale nijakaj prastory dla dziejańniaŭ, a tym bolš inicyjatyvy novieńkim tut nikoli nie davali. Zvyčajna ich adrazu stavili na adkazny ŭčastak i pačynali łupić try skury za ŭsio, što maładyja viedali j nia viedali.
Maksima... vybačajusia, Michałyča my bačyli štodnia va ŭsio bolš zmročnym nastroi. Jaho zrabili «skrajnim» pa adpraŭcy vahonaŭ ź lesam, ciapier usie šyški za niajakasnuju raśpiłoŭku dy sartavańnie dreva, chiby pahruzki j zatrymki pastavak, naturalna, valilisia na jaho. Niekalki razoŭ połackija narychtoŭščyki, spažyŭcy j ekspartery pahražali jamu sudom, pa ŭsich zdareńniach na vytvorčaści j u samoj vioscy jamu davodziłasia tłumačycca z učastkovym; niespadziavany štraf za pažarnuju biaśpieku daviałosia taksama kampensavać z ułasnaha zarobku. Urešcie 24-hadovy dyplamavany specyjalist z vyšejšaj adukacyjaj na čarhovuju prapanovu miacovych vypivochaŭ dałučycca da supolnaha raśpićcia prasłavutaje «maksimki» machnuŭ rukoj: «A, nalivaj!»
Kiłbasiła Michałyča paśla hetaha try dni. Jak jon sam pryznavaŭsia, baleła ŭsio: ani jeści, ani pić nia moh; uvieś čas vanitavała. «Ničoha, heta ź niepryvyčki, – padbadziorvali majstra padnačalenyja, palapvajučy pa plačy. – Tut uciahnucca treba». Michałyč tolki moŭčki chitaŭ hałavoj.
«Uładu mianiać nieabchodna, – navat nie kazaŭ, a stahnaŭ Michałyč. – Ale ja nia vieru, što vy heta zmožacie». «My z taboj, – adkazvaju, – zmožam». «Aj... – uzdychaŭ jon. – Pajšli lepš mulciki pahladzim». Na kamputary ŭ Michałyča ja ŭpieršyniu pabačyŭ viadomy «multklub» z Łukašenkam i, jak kazaŭ majstar, «instruktaž dla štabialoŭščykaŭ» – žudzik «Raźnia benzapiłoj u Techasie».
Pierad Rastvom ja narešcie ŭbačyŭ Michałyča nieprychavana radasnym. «Paša, – źziajučy, paviedamiŭ jon, – u mianie śviata! Praź miesiac abuvaju boty». Ciškom ad načalstva Maksim źjeździŭ u vajenkamat i zrabiŭ toje, što i nia śnicca studentam navat u strašnym śnie – sam paprasiŭsia ŭ vojska.
Źjechaŭ jon napradvieśni i pakinuŭ pa sabie tužlivaje ŭražańnie: zdavałasia, maładym tut prosta nia vyžyć.
A ŭ samy razhar sakavickich padziejaŭ zamiest Maksima pryjechała novaja majstryca. «Viktoryja, – nazvałasia rabočym vysokaja bialavaja dziaŭčyna hadoŭ 25-ci. – Viktoryja – značyć, pieramoha. Budu tut pracavać». «Ci doŭha?» – z sumnievam zapytalisia rabočyja. «Da pieramohi».
Što charakterna, Viktoryja ŭ dadatak akazałasia Viktaraŭnaj. I ŭziałasia za spravu ź impetam sapraŭdnaje pieramožcy. Pierš za ŭsio paviała baraćbu z pjankaj: paśla niekalkich raźbitych na pracoŭnym miescy butelek i zvalnieńniaŭ aloščynski zialony źmiej zasipieŭ i adpoŭz u chmyźniaki. Zatym pastaviła pytańnie rubam pierad načalstvam: «Usie pravy i abaviazki – pavodle Pracoŭnaha kodeksu. Dla vas – taksama». Zalapiła paru poŭchaŭ tym, chto raspuskaŭ ruki: «Ja zamuž vychodziła nie dla taho, kab mianie inšyja mužyki łapali».
Viktoryja – katalička, rodam z Krulaŭščyzny ŭ Dokšyckim rajonie. Pryjechała ŭ Sitna hetak ža pavodle raźmierkavańnia. Pasialiłasia z mužam – maładym leśnikom – u našym internacie, ale ŭžo nahledzieła sabie dom u Aleščy. «Zdymiem – budziem žyć. Moža, i na svaju chatu zarobim».
Viktoryja Viktaraŭna ličyć, što Biełarusi nielha abjadnoŭvacca z Rasiejaj i treba viartacca da svajoj historyi j kultury. My sami eŭrapiejcy, kaža Vika, i navat na pracy nosić značku «Za svabodu!».
Tolki nie padumajcie, što Viktoryja – niejkaja žaleznaja łedzi i što majsterski chleb dajecca joj lohka. Najčaściej jaje možna ŭbačyć blednaj i ściataj: jana pieražyvaje kožnuju sutyčku, nervujecca j zakusvaje vusny. Ale ŭ vačoch zamiest tužlivaje maksimavaje smuhi, tak padobnaj da bahny, u jaje jasnym šlacham bliščyć viera: pieramahu.
Hladžu na fatazdymki ź viančańnia Viki z Ramanam u znakamitym Mosarskim kaściole, na biełuju z čyrvonaj šnuroŭkaj viasielnuju sukienku, i zhadvaju: mienavita takija adkrytyja, ščaślivyja junyja biełaruskija abliččy na tle bieł-čyrvona-biełaha ja ŭžo bačyŭ hetaj viasnoj – na płoščy Kalinoŭskaha.
Toje, što maładyja chočuć žyć na hetaj zaniadbanaj ziamli, chočuć pracavać i rabić viosku pryhožaj, jak sad u Mosarskim kaściole – pieršaja prykmieta, što navat u hłybincy, na dnie Biełarusi, z novym pakaleńniem užo kryničyć nacyjanalnaje abudžeńnie.
v.Małoje Sitna
Kamientary