«Šerburskija parasoniki» i staryja kapielušy
Chtości ź vialikich — zdajecca, Manteń, — vydaŭ darešty prostuju, i razam z tym hienijalnuju sentencyju pra toje, što ŭ maładości my pazirajem napierad, u budučyniu, a ŭ staraści azirajemsia nazad, sprabujučy ŭhledzieć u mroivie pražytych hadoŭ štości dahetul niespaznanaje. I chacia słova «staraść» niepryjemna kazyča słych i vyklikaje nutrany pratest navat u ludziej što ni na jość stałaha vieku, ekstrapalujučy zhadanuju sentencyju na ŭłasnuju asobu, kožnaha razu ŭzdychaješ i zasiarodžana čuchaješ padbarodździe.
Niešmatlikija čytačy maich apoviedaŭ raz za razam upikajuć aŭtara za niesučasnaść, časavuju zakampleksavanaść i prastoravuju abmiežavanaść. I sapraŭdy, Joknapatofa maja zajmaje nievialički łapik ziamli dzieści na paŭnočnym uschodzie Biełarusi, a jaje nasielniki j dahetul žyvuć dzieści prykancy 60-ch — pačatku 70-ch hadoŭ. Aŭtar, ščyra kažučy, i sam zachras u tym ramantyčnym časie — časie, kali čaŭny-spadarožniki baraźnili biaskrajnija prastory kosmasu, kali ŭ litaraturnych klasykach chadziŭ Piatruś Broŭka, a ŭ škołach išło zmahańnie z karotkimi spadnicami ŭ dziaŭčyn i daŭhimi vałasami ŭ dzieciukoŭ, kali śpiavali Vadzim Mulerman i Valery Abadzinski, a biełarusy kančatkova zdehradavali jak nacyja. Heta byli krychu naiŭnyja, u mieru pjanyja, krychu vuścišnyja, ale darešty chutkapłynnyja hady. I kali ŭ XVI-XVII stahodździach, jak śviedčać historyki, nadarylisia Vialikija hieahrafičnyja adkryćci, dyk na kaniec 60-ch hadoŭ XX stahodździa prypali adkryćci inšaha kštałtu. U pryvatnaści, aŭtar hetych natatak adkryŭ dla siabie takija fundamentalnyja rečy, jak rock-music, apaviadańni Ernesta Heminhueja i francuskaje kino.
Studzieńskim viečaram 1968-ha ja siadzieŭ u chałodnaj zali navapołackaha kinateatru «Kosmas» i pačuvaŭ siabie nijakavata: narodu na seans pryjšło zusim mała, chacia na ableplenaj śnieham afišy čyrvoniłasia spakuślivaje słova «Francyja».
U tuju paru francuskija filmy krucili zredku, narodu ŭ «Kosmas» nabivałasia jak zaviazać, a na «Troch muškietoraŭ» navat pradavali «stajačyja» bilety. Ciapier ža ŭ zali tyrčeli redkija hałovy, i ŭ mianie, smarkataha junaka, byŭ toj nastroj, jaki psycholahi nazvali b vysokim uzroŭniem tryvohi. Ale voś zahučała muzyka, na pakreślenym ruchavymi pisiahami ekranie milhanuli citry, i niešmatlikija hledačy, zrazumieŭšy, što patrapili «na operu», rušyli da vychadu.
...Studzieńskim viečaram 1968-ha ŭ kinateatry «Kosmas» krucili «Šerburskija parasoniki».
Małady chłopiec lubiŭsia ź dziaŭčynaj, pajšoŭ u vojska, patrapiŭ u Alžyr, dzie išła vajna, dziaŭčyna tym časam naradziła dzicionka i pabrałasia z pradprymalnikam... Francuski varyjant bambejskich kinasmarkačoŭ, jaki, pa idei, musiŭ vyklikać nervovy śvierb u pachvinie, spačatku zachapiŭ, potym uraziŭ, a ŭ svaich apošnich kadrach da taho ŭzrušyŭ maładuju dušu, što i ciapier, praz tryccać dva hady, užo darešty źniavieranaja i biaskryłaja, duša kožnaha razu zamiraje pry pieršych hukach lehranaŭskaj melodyi. Ja j siońnia nie mahu ŭciamić — čym ŭraziŭ banalnasiužetny mjuzykał siamiklaśnika V.Mudrova, a razam ź im i ŭsiu cyvilizavanuju Eŭropu? Šykoŭnymi vałasami K.Denioŭ? Nia mienš šykoŭnaj muzykaj M.Lehrana? Tvorčymi znachodkami režysera Ž.Demi? Z dapamohaju čystaj lohiki na hetaje pytańnie nie adkažaš, a miž tym «Šerburskija parasoniki» stalisia viachoj nia tolki ŭ eŭrapiejskim kinamastactvie, ale i ŭ žyćci siamiklaśnika V.Mudrova. Žyćcio napoŭniłasia novym źmiestam i novaj estetykaj. Siamiklaśnik pierastaŭ usurjoz usprymać savieckuju litaraturnuju klasyku, hidziŭsia, pazirajučy na tłustych savieckich śpievakoŭ, i ŭ kožnaj dziaŭčyny, ź jakoj znajomiŭsia, abaviazkova pytaŭsia: ci bačyła jana «Šerburskija parasoniki»?
A jašče praz paru miesiacaŭ duša maja zaznała čarhovaje ŭzrušeńnie. Siabruk, ź jakim my vučylisia ŭ paralelnych klasach, prapanavaŭ zavitać da svajho stryječnaha brata. Brat vučyŭsia ŭ Maskvie i pryvioz adtul kružełku z zapisam ansambla «Bitłz».
Pryjšli da brata siarod biełaha dnia, ale toj, adčyniŭšy dźviery, paŭstaŭ pierad haściami strašenna zaspanym i jašče bolš niezadavolenym. «Iznoŭ...» — prastahnaŭ student i stohn hety vydavaŭ na toje, što ja byŭ daloka nia pieršy, chto pryciohsia pasłuchać kružełku. Siabruk matlanuŭ hałavoj, maŭlaŭ, nie źviartaj uvahi, i my prajšli ŭ pakoj. Na prajhravalniku ahramadnaj radyjoły ŭžo stajała suprafonaŭskaja «sarakapiatka».
— Usie ich łajuć, a, miž inšym, pryjemnaja muzyka,— zaŭvažyŭ siabruk, uklučyŭšy radyjołu.
Pra «Bitłz» na toj momant ja ŭžo čuŭ šmat roznych plotak, čytaŭ razhromny artykuł u «Kamsamolskaj praŭdzie» i navat bačyŭ «bitłuch» na ekranie. Letaś na dvarovaj ahitplacoŭcy krucili kinačasopis «U krainach kapitału» i tamaka milhanuŭ siužet: niečyja hołyja nohi kałacili pa klavijatury pijanina, hučaŭ zabojny muzon (ciapier zhadvaju — heta byŭ «Rock'n Roll Music» Čaka Bery), i suvory hołas za kadram tłumačyŭ: «A heta — kumiry zachodniaj estrady, sumna viadomy «Bitłz». Pahladzieŭšy kinarolik, ja tady ŭsurjoz padumaŭ, što «kumiry zachodniaj estrady» złoŭžyvajuć «Koka-kołaj», a ŭpiŭšysia da božaj mocy, vyčvarajucca, jak mohuć, na scenie, nie škadujučy ni hledačoŭ, ni muzyčnych instrumentaŭ.
...Siabruk ściarožka apuściŭ hukazdymalnik, šapiatnuŭ francuskaje imia Mišeł i ŭ netrach radyjolnych brynknuła hitarnaja struna. Ja słuchaŭ ščymlivuju melodyju z hłybokim pierakanańniem, što siabar niešta pierabłytaŭ, pastaviŭ nia tuju kružełku: źvierapadobnyja istoty, jakich pakazvali «ŭ kinie» paprostu nie mahli śpiavać takich pieśniaŭ. «Mi-i-šeł, ma beł», — hučeła z dynamiku, i niejkaja ciopłaja chvala padymałasia ŭ hrudzioch, i mnie karcieła niekudy biehčy, i zdavałasia, što hetaja pieśnia zaŭsiody žyła ŭva mnie dy tolki ciapier nabyła hołas.
Praz šmat hadoŭ daviałosia pabačyć adzin polski film, hieroi jakoha, chłopcy 60-ch, taksama słuchali «Beatles». Słuchali ŭ poŭnym ačmureńni, utaropiŭšy vočy na pakarabačanuju «samastrelnuju» kružełku. U tych palakach ja paznaŭ siabie, i ciopłaja chvala iznoŭ padniałasia ŭ hrudzioch, i ja paradavaŭsia za navačasnuju moładź, jakoj nichto nia krapaje na mazhi i jakaja, chacia j zredku, słuchaje «kumiraŭ zachodniaj estrady» i ich nieŭmiručuju «Mishelle».
U traŭni 1968-ha pryśpieŭ studencki bunt u Sarbonie. Ja nie prapuskaŭ anivodnaha vypusku telenavinaŭ, kožny raz nabyvaŭ u šapiku tuzin hazetaŭ i, zrazumieła, sympatyi maje byli na baku studentaŭ. Pry hetym dušu kroiła ščymlivaja kryŭda: francuskaja moładź dzień da nočy słuchała «Beatles», nasiła daŭhija vałasy i džynsy, čytała niemaviedama što i ŭsio adno buntavała, a ŭ našym Navapołacku dzień da nočy słuchali śpievy Vadzima Mulermana, u cyrulniach zamaŭlali «karotkuju stryžku z praboram», nasili klošy z tryma huzikami na pojasie, čytali knižonki seryi «Podźvih» (litaraturny dadatak da časopisa «Sielskaja mołodioż») i vybivacca da cyvilizacyi nichto j nia dumaŭ.
U siomaj klasie ŭ mianie źjavilisia dva nadziejnyja siabry: Valery Šłykaŭ dy Anatol Rybikaŭ. Vučylisia my ŭ adnoj škole, razam švendalisia pa horadzie i, urešcie, trojca naša razharnuła ŭ ścienach rodnaj ahulnaadukacyjnaj SŠ № 2 zmahańnie za vysokija ideały bit-muzyki. Pačałosia zmahańnie ŭvosień 1969-ha akcyjaj, jakuju my nazvali «siadziačy strajk». Pisali krejdaj na siedale razłamanaha kresła lozunh «Hands off from Beatles!», siadali, padčas vialikaj piarervy, na leśvičnym maršy i hučna bili ŭ ładki. Lapniem dzieviać razoŭ u peŭnym rytmie: — ... ——, a potym harłajem: «Ehej!» Spyniali akcyju ŭ troch vypadkach: 1) kali na leśvicy źjaŭlaŭsia dyrektar škoły A.Z.Hiercykovič, 2) nastaŭnik fizyki j astranomii Ja.M.Kryłoŭ, 3) nastaŭnica matematyki M.T.Lubamudrava. Dyrektaru my padparadkoŭvalisia pa ranhu, a zhadanych nastaŭnikaŭ prosta pavažali.
Pačynali akcyju ŭtroch, a nieŭzabavie na prystupki stali prysadžvacca navat vučni małodšych klasaŭ. Adzin ź ich, pa proźviščy Połazaŭ, naohuł chadziŭ za nami jak na pavadku i my daručali jamu trymać «lozunh». Na leśvicy kožnaha razu ŭtvaraŭsia zator: dziaŭčyny-dziesiaciklaśnicy z pahardaju praz nas pierastupali, kranajučysia spadnicami našych vušej, pierastupali j maładyja nastaŭnicy, a adna ź ich, «anhličanka» pa proźviščy Tałkuškina, pry hetym uzrušana marmytała: «Užas, eto prosto užas!»
Zhadvajučy našyja «strajki», kožnaha razu dumaju: biednyja nastaŭniki, kolki my vam kryvi papsavali! Adnak i mnie, razam ź siabrami, daviałosia paskakać drazdom pa dachu, pryčym u litaralnym sensie hetych słovaŭ. Z-za tych ža vałasoŭ. Pryjdziem z Valeram u škołu, začešam patły za vušy, kancy pichniem za kaŭnier; šybujem pa kalidory, uvabraŭšy hałovy ŭ plečy, i raptam dyrektaraŭ hołas: «Šłykaŭ z Mudrovym! Da zaniatkaŭ nie dapuskaju!» Skryvielimsia, viadoma, rušym da vychadu — nibyta idziem u cyrulniu, — a jak tolki dyrektar advierniecca, praślizhvajem, za jahonaj śpinaj, u klasu. Urešcie na ŭvachodzie stali vystaŭlać nastaŭnicki pikiet, kab nie puskać nas na zaniatki. Ale my j tut znajšli vyjście: stali załazić u škołu pa supraćpažarnaj leśvicy. Uźleziem na dach, prabiažymsia miž antenaŭ i kominaŭ — i nyrcujem u luk. Łazili ciaham miesiacu, a to j bolej — až pakul u škołu nie pryjechała niejkaja pravierka. Leśvica išła akurat pad voknami nastaŭnickaj — praviaralcy nas uhledzieli i kinulisia pierajmać: stali cichieńka la drabinaŭ, što viali na paddaškavy luk, a Tolik Rybikaŭ, jaki spuskaŭsia pieršym, nia ŭhledzieŭ — i skočyŭ niekamu na hałavu. Na dole lamant, harmidar. My z Šłykavym ničoha nie zrazumieli, pierapudzilisia, spuścilisia chucieńka na ziamlu, złavili niejkaha pieršaklaśnika j zahadali vyviedać: što tam nadaryłasia i naohuł — jakaja aperatyŭnaja abstanoŭka ŭ škole. Aperatyŭnaja abstanoŭka, jak vyśvietliłasia, była składanaj i my ŭrešcie vykinuli bieły ściah: raźvitalisia z svaimi kudłami. Abkarnalisia «pad nul», i nia tolki naša trojca, ale, na znak salidarnaści, i jašče niekalki čałaviek, a adzin chłopiec pa proźviščy Vazierski navat pahaliŭ hałavu i zmazaŭ (dziela blasku) palituraj. Na nastupny dzień u klasu zavitaŭ dyrektar škoły i, pierš čym skazać słova, ciažka ŭzdychnuŭ. «Mnie tolki što telefanavali z haradzkoha kamitetu partyi... — u hetym miescy dyrektar zrabiŭ paŭzu, čakajučy, što tvary našyja prasiaknucca zakonnaj tryvohaj i, nie dačakaŭšysia, praciahvaŭ, — pytalisia, ci nia z našaj heta škoły vyjšła šajka brytahałovych?» Zapanavała zaciataja ciša, jakuju parušyŭ Valery Šłykaŭ: «Dyk vam nie dahadzić... Daŭhija vałasy — drenna, pastryhlisia — znoŭ drenna...» Dyrektar u adkaz pacior łob i moŭčki machnuŭ rukoj.
Praź miesiac u škołu iznoŭ patelefanavali z haradzkoha kamitetu partyi. Hetym razam pytańnie było nastupnym: čamu vašyja vučni chodziać la harkamu ŭ kapielušach? My j sapraŭdy chadzili ŭ kapielušach, pryčym uzoru 50-ch hadoŭ — z vysokim viercham i vydziernutym nutrom. Zamiest školnych tečak u našaj trojcy byli adnolkavyja haspadarčyja sumki z proćmaju admysłova prarezanych dzirak i nadpisam čyrvonaj farbaj: VIEAT (farba, praŭda, nieŭzabavie ablezła), a apranienyja my byli ŭ velvetavyja pinžaki i indyjskija džynsy «Miltons» (sapraŭdnyja firmovyja džynsy ŭ škole mieŭ tolki Piećka Pracharonak — jamu ich dasłaŭ rodny dziadźka ź Ńju-Jorku). Kašuli taksama byli admysłovyja. My ich sami farbavali: zaviazvali vuzłami biełyja saročki, ukidvali ŭ anilinavy farbavalnik, paśla raźviazvali i atrymlivałasia davoli aryhinalnaja rasfarboŭka. Było toje-sioje i z demisezonu: Rybikaŭ ciahaŭ skurany (časinaŭ finskaj kampanii) tankiscki paliton, a ja taki ž daŭžezny «malankoŭski» pylnik z patajemnymi huzikami, jaki padpiarezvaŭ piańkovaj viaroŭčynaj. Błukajučy ŭ takich strojach pa horadzie, čaściakom fatahrafavalisia na prystupkach harkamu (u Rybikava byŭ fotaaparat «Zenit») i partyjnyja kruciali vidočna ŭsprymali heta jak niepavahu da «śviatoha» miesca. A mahčyma bačyli ŭ našych asobach parodyju na siabie, bo ž jany toju paroju taksama chadzili ŭ kapielušach dy šerych pylnikach.
U našych vybrykach, jak atramant skroź bibułu, stała prabivacca palityčnaja padkładka i našu trojcu paprostu abaviazany byli pastavić na admysłovy ŭlik. A moža i pastavili, paśla taho, jak ja vyviesiŭ na došcy školnych abjavaŭ raskład tranślacyj kancertaŭ papularnaj muzyki šerahu zachodnich radyjostancyjaŭ. Siarod ich byli «Voice of America», «Radio Sweden» i rumynskaja prahrama «Radio Free Europe». Darečy, lepš ad astatnich u našych krajoch prymałasia Švecyja. Z taje nahody ja čaściakom pasyłaŭ na «Radio Sweden» muzyčnyja zajaŭki i chacia ni Tamara Juchansan — redaktarka muzprahram, ni jejny kaleha Ulf Cedenijus majho imia nie nazyvali, zajaŭki zaŭsiody vykonvalisia. A dzieści naparedadni Novaha, 1971 hodu Vićka Bušujeŭ — jon vučyŭsia ŭ paralelnaj klasie — pa strašnym sakrecie paviedamiŭ, što dvuch jahonych siabroŭ «ciahali ŭ kantoru» i dapytvalisia: chto ź ich pisaŭ listy na zachodniaje radyjo? Mianie, praŭda, hetym razam nikudy nie ciahali — listy ja nie padpisvaŭ i ŭkidvaŭ, dziela kanśpiracyi, u susiednim Połacku. Pavieźli mianie ŭ KHB tolki praz čatyry hady. I ŭžo nie jak zaciataha bitnika, a jak biełaruskaha nacyjanalista.
Vinceś Mudroŭ
Kamientary