Skobła, jak padajecca, znaŭca ŭsiaho pra ŭsich biełaruskich paetaŭ, jak toje i naležyć układalniku antalohijaŭ, skazaŭ mnie: «Tvoj Hołub — adnakašnik Razanava». Hołasny vyklik «Nia moža być!» byŭ zadušany namahańniem voli, paśla čaho jaho zamianiła majo — byłoha haradzienca — paŭpakryŭdžanaje pytańnie, adrasavanaje samomu sabie: «Zrešty, a čamu i nia moža być?»
Skobła, jak padajecca, znaŭca ŭsiaho pra ŭsich biełaruskich paetaŭ, jak toje i naležyć układalniku antalohijaŭ, skazaŭ mnie: «Tvoj Hołub — adnakašnik Razanava». Hołasny vyklik «Nia moža być!» byŭ zadušany namahańniem voli, paśla čaho jaho zamianiła majo — byłoha haradzienca — paŭpakryŭdžanaje pytańnie, adrasavanaje samomu sabie: «Zrešty, a čamu i nia moža być?»
- Śpiavała kapela
Krynična,
kryštalna
i jasna.
I roŭnych nia mieła
U poŭdzień — na poli,
u poŭnač — la praśnic.
Dy hetaha mała:
La zorak kapela śpiavała!
Hučała kapela…
Dy niečamu ścichła zaŭčasna,
Ci pomač tady nie paśpieła,
Ci los u žančyn pakručasty?
U «Baladzie Bierštaŭskaj kapeli» Hołub nadzvyčaj lakaničny ŭ vybary vyjaŭlenčych srodkaŭ. Pradmiet, abrany paetam, vyznačaje i vobraznuju systemu. U baladzie — havorka pra los sielskaj pensijanerskaj kapeli, što śpiavała staryja sialanskija pieśni. Takich śpieŭnych, veteranskich kalektyvaŭ u Biełarusi mnostva. Inšy raz jany — apošniaje, što napaŭniaje žyćcio starych tvorčym sensam. Bo kab nia było štotydniovych repetycyjaŭ, jany b sustrakalisia tolki na pachovinach. A tak — pachoviny pieramiažajucca z kancertami, horyč strataŭ źmianiajecca radaściu sustrečaŭ. Da taje pary, pokul nie sychodziać apošnija.
- Dyk dzie ž ty, kapela?
Chaj radaściu sum tvoj zaśviecić,
Dzie bezam prastoram kipieła.
Dy padajuć słovy na viecier…
Maŭčańnie staić akapelna.
Śmiartelna.
Akapelnaje maŭčańnie, roŭnaje śmierci, — vobraz ahromnistaj siły. Kožny, chto choć adnojčy ŭ žyćci čuŭ choravyja śpievy — prykładam, u chramie, — pamiataje tuju cišu, što nastupaje ŭ momant zmaŭkańnia melodyi. I toje, što viaskovy chor usprymajecca paetam jak chor chramavy, pieranosić trahiedyju nievialičkaj — vymierłaj, zamoŭkłaj nazaŭždy! — biełaruskaj vioski ŭ razrad usiaśvietnaj trahiedyi. Bo śmierć veteranskaha śpieŭnaha kalektyvu dla sapraŭdnaha paeta — heta štości kštałtu pradvieścia budučaj — mažlivaj! — śmierci cełaha narodu. Hetak balada stanovicca hroznaj zaściarohaj.
Mianie ŭraziła heta balada. Raptam ja padumaŭ ab tym, što maja darahaja ciešča śpiavaje ŭ takim — veteranskim — chory. I za adzinaccać hadoŭ ja anivodnaha razu nia byŭ na ichnym kancercie.
Kali takoje ŭzhadvaješ paśla vieršaŭ, značycca paet — sapraŭdny.
- Pad nahladam siadzib
I vilhotnych viarhiniaŭ
Dzied la łaźni siadzić,
Jak tutejšy Verhili.
Pračytaješ — i ŭzhadvaješ, što tutsama, u Horadni, niedaacenieny ŭładami i narodam Alaksiej Karpiuk napisaŭ raman «Karani», dzie z epičnym spakojem, kštałtu Verhilijevaj «Eneidy», raspavioŭ pra pahibiel starečy Łaŭrena, zaniadbanaha ŭłasnymi dziećmi (nia Lir Šekśpira, ale napadob taho). Ci ŭžo pra Dante ŭzhadvaješ, piera-pierakładzienym Uładzimieram Skarynkinym (praz movu-pasiarednicu, zdajecca, z hienijalnaha pierakładu Łazinskaha — bo jaki ž idyjot padrychtuje pierakład-padradoŭnik dla «pierakładnika», što nie vałodaje italjanskaj movaj?), — tam Verhili ładzić ekskursiju dla paeta pa nietrach piekła. Moža, pra hetu paetyčnuju bijahrafiju Verhilija ŭzhadvaje Hołub, dla jakoha pravincyjnaje žyćcio — nakštałt isnavańnia žyvoha čałavieka ŭ piekle? Praŭda, my pamiatajem, što akramia Dante ŭ Piekle pabyvaŭ i viarnuŭsia adtul žyvym Arfej. Taksama paet.
Pravincyja, što stanovicca dla šmatlikich paetaŭ druhim viram, dla Hołuba — naturalny žyćciovy asiarodak. Moža, tamu što nasamreč Horadnia — kudy mienšaja pravincyja, čym Miensk. Miensk prosta vielmi vialiki dy staličny. Ale adymiecie ad jaho staličnuju funkcyju, i sčeźnie ŭsialakaja aŭra, jak i naležyć horadu, pazbaŭlenamu adčuvalnaj histaryčnaj mitalohii.
- U dastapomnaj bramy los
Z padańniaŭ, zaniadbanych ździekam,
Pazbyŭsia śpievaŭ i kalos,
A pamiatka siadzić u dzieŭkach.
Dzie balem ciešyŭsia pałac
I bušavała žarściaŭ bieźlič,
Daremna ślozkaj palivać
Niabyt azyzły i ablezły?
Padmurak: kajecca rahoz.
Alei znak: uzdych kuniehi.
Niama i duchu pitnych doz,
Što vus zamočvali Sapieham.
Hołub nibyta praciahvaje tuju liniju, da jakoj naležała i Łarysa Hienijuš, katoraja łaskava nazyvała jaho ŭ svaich listach «Hałubkom». Vialikim paetam, niezapatrabavanym nacyjaj, pozna vypadaje pryždać pryznańnia. Hienijuš — paśla śmierci. Ale tut, viadoma, pryčynaj byŭ jaje trahičny los, žyćcio, što zahnała jaje ŭ Zelvu. Hołub čakaje pryznańnia pakorliva, nie pretendujučy, nie sprabujučy ŭvarvacca ŭ staličnuju paetyčnuju tusoŭku. I jahonyja braty pa piary, što dobra — lepiej ad čytačoŭ — viedajuć jamu canu, maŭkliva ciešacca z taho, što jon praciahvaje žyć tam, nia ŭ Miensku, nia robiačy kankurencyi natoŭpu achvotnikaŭ atrymać premiju ad uładaŭ ci apazycyi.
Ale ž moh by!
- Zara šmatkropje suchara
Zimie nia krošyć na spadnicu,
A ŭ dym zakručvaje zara
Jadłoviec z pacham palandvicy.
Abliskavičany nažom,
Nia cierpić stoł pakutnaj pustki.
I lezie prahna na ražon
Hurok, prykmietna, što raspuśnik.
Nia ŭzmach syhnalnaha ściažka
Dla bulby vyznačyŭ napramak:
Hastryli voka spadciška
Na bulbu ŭ korabie i kramie…
…Zaćmiać kiłbasy blask kalos
U apramieńni ŭłasnym blaskam.
Nie apanurycca na znos
Šana kalosam i kiłbasam!
Na łuhavinie ručnika
I baćka bochan, syn akrajec
Zdalok vinu paražniaka
Štrafnoju mieraj pakarajuć.
Hołubaŭ «Miasajed» — kštałtu «Rybnaj łaŭki» maładoha Zabałockaha. Toj samy blask vobrazaŭ, rubensaŭskija farby, nievierahodnaja nasyčanaść paetyčnaj tkaniny, jakuju niemažliva abarvać — navat cytatu dla recenzii ciažka vybrać, — vyrvać. Ale ž los Zabałockaha — represavanaha, niaščasnaha, jaki pierakładaŭ «Słova pra pachod Iharavy» ŭ bytnaść svaju kačaharam u pravincyjnaj kacielni — anijak nie supadaje ź losam Jurki Hołuba, što nie prajšoŭ ni cieraź jakoje-kolviek dysydenctva. Niaŭžo pačućcie paetyčnaj niezapatrabavanaści padmianiaje trahiedyju realnaha žyćcia?
Nia dumaŭ, nie hadaŭ:
Zakon — zaŭždy jak dyšła.
Nia vyjšła haładać,
Śpiavać zatoje — vyjšła.
I rasščaplaŭsia śviet
Žadnoj na hrukat klamkaj.
Jak boski zapaviet —
Ciahni łatyń za lamku.
Ale pačućcie trahiedyi narodu ŭ Hołuba sapraŭdnaje, nie prydumanaje.
- Ja nia źviedaŭ kałymskich muk
Z abcuhami,
danosam,
krečam.
Tolki posach z ułasnych muk
Pierad mukami tymi klenčyć…
Nam ź niavierja paŭstać u rost,
Z dušaŭ złosna adździoršy vietach,
Kab na poli ajčynnym ros
Kołas praŭdy, jak promień vieku.
Hołub znachodzić zierniejka, zdatnaje praraści ŭ kołas praŭdy, u paezii. Niezdarma prachodziać lajtmatyvami skroź tkaninu jaho paezii — paŭtarusia, ščylnuju tkaninu, na cytaty nie raździerci — čužyja nitki: Bahdanoviča, Janiščyc, Hienijuš. Jon nibyta paraŭnoŭvaje svaich sučaśnikaŭ z papiarednikami — i nie na karyść sučaśnikaŭ.
- A ź blaskam sabie makijaž
Navodziła pani epocha.
Kidalisia sercy ŭ La-Manš,
Klinok nie zaležvaŭsia ŭ pochvach.
Kali ž sa zdrabniełaj ščaki
Spłyli nieŭzabavie rumiany,
Nichto da starečaj ruki
Nia kinuŭsia ŭ mih biezymianny.
Čaplajecca dumka adna,
Pravierycca, peŭna, pa časie:
Nia z toha vypadku, adnak,
I mor na hierojaŭ pačaŭsia?
Hety palanizm, naturalny dla haradzienca, «blask», dla Hołuba — jašče adna prystupka ŭschodcaŭ, što vyvodziać z pravincyjnaści ŭ inšy paetyčny śviet. Jak La-Manš u jaho vieršach nahadvaje pra Bajrana i Ekziupery, pra śpievakoŭ vialikich epoch, tak Łazienki nahadajuć jamu pra vialikuju polskuju paeziju, pra lehiendarnyja časiny Stanisłava-Aŭhusta, pra muzyku Šapena, pra vieršy Norvida. Hołub — paet vialikaj kultury, nia vyčytanaj, ale zasvojenaj, nie naŭmysna padkreślenaj, ale praniźlivaj. Jon, viadoma, nahrašyŭ, pasprabavaŭšy ŭsie vierahodnyja i nievierahodnyja paetyčnyja formy, ad sanetaŭ da tryjaletaŭ, ale pry hetym tak i nie spadobiŭsia Sofji Šach, jakaja naporysta placie vianok za viankom sanetaŭ, choć ty jaje ŭ knihu rekordaŭ Hinesa zanoś. Hołub nia schilny da eksperymentaŭ dziela eksperymentaŭ, da hulbiščaŭ na arkušy papiery. Moža, tamu što jon nie zabyŭsia ŭrokaŭ Verhilija dy Arfeja i pamiataje: u piekle budzionnaści — nie da pahulušak.
I tolki tady, kali paet pieratvaraje budzionnaść — nie adryvajučysia, nie źlatajučy ad jaje ŭvyšyniu, ale pačuŭšy melodyju vyšejšych sferaŭ u śpievach sielskaj kapeli — budzionnaść stanovicca Žyćciom.
Ciapier čytajuć
Pamiatajecie Daniiła z Ofisa Cichanoŭskaj, jakomu za dva dni sabrali hrošy na ankałahičnuju apieracyju? Jamu napisaŭ toj samy adnakłaśnik, jaki jaho ŭdaryŭ — z čaho ŭsio i pačałosia
Kamientary