Hety nievysoki karžakavaty mužčyna hladzieŭ na ŭsich niby spadyłba. Moža, tamu jaho nie nadta i lubili, bo byŭ jon nie taki, jak usie — niamy i navat niejki dzikavaty. Žyŭ jon, što praŭda, u samym ludnym miescy pasiarod vioski, la vyhančyka, dzie zaŭsiody spyniałasia ŭ čaćviarhi aŭtałaŭka, ale da ludziej nie asabliva harnuŭsia. Žyŭ usio žyćcio babylom, bieź siamji, z susiedziami nie nadta trymaŭ suviaź i tolki zredku kalehavaŭsia z takimi ž, jak sam, viaskovymi piensijanierami, kab kulnuć čarku hidkaha na smak, ale najtańniejšaha «amalasu».
U vioscy navat pryzabyli jak jon zvaŭsia. Kazali prosta «Niamy», dy i ŭsio. Nichto dakładna nie viedaŭ, kolki jamu hadoŭ. Zdavałasia, Niamy nie źmianiaŭsia i nie stareŭ, a kolišnija dzieci, što pavyrastali ŭžo i pažanilisia, kazali, što ŭ časy ich malenstva Niamy vyhladaŭ hetaksama — bliskučaja łysina, zarosły tvar dy vializnyja plaskatyja ruki, niby pieracisnutyja ciskami, z kryvymi dy čornymi ad pracy palcami. U jaho była nievialikaja sivaja barada, jakuju Niamy nikoli nie haliŭ, a stryh vialikimi nažnicami, jakimi zvyčajna haspadary stryhuć na viasnu aviečak. Ad inšych viaskovych stary adroźnivaŭsia jašče i tym, što zimoj i letam chadziŭ «adnym ćvietam» u cyravanym źliniałym pinžaku. Miascovyja śmiajalisia ź jaho časam: «Hladzicie, jaki francik šybuje ŭ śpinžačku, jak dyrektar miasakambinata». Niamy ž nie zvažaŭ na kpiny pustabrechaŭ, a kali susiedzi prasili jaho pamahčy ŭ kasavicy, składańni siena, bulbakapańni ci pastavić kurnik, mužčyna zaŭsiody prychodziŭ i ŭ svaim starym pinžaku ŭvišna spraŭlaŭsia ź luboju pracaju. U vioscy kazali navat: Niamko navat spać kładziecca ŭ svaim śpinžaku.
Stary dzivak žyŭ ź nievialikaj piensii, jakuju zasłužyŭ za šmathadovuju jazdu traktaram pa kałhasnych palach. Trymaŭ adnu rabuju karoŭku i paru kurej. Byŭ jon čałaviekam cichim, ścipłym, rachmanym. Nikoli nie svaryŭsia, nie złavaŭ, zrešty, i nie moh, bo jahony rot za ŭsio žyćcio mužyka nie zradziŭ nivodnaha zrazumiełaha słoŭca — adno niejkaje myčeńnie, marmytańnie, nierazborlivy šept, časam jenki dy stahnańnie na padpituju hałavu. Što heta značyła — nivodzin u śviecie pierakładčyk nie zmoh by rastłumačyć. Adny prabavali razhadać dy kazali, što Niamy hetak śpiavaje, stohnučy, a druhija ž, bolš šanavanyja na vioscy, mierkavali, što jon hetak baćkoŭ klanie, jakija na śviet jaho, biazdolnaha, puścili. «Heta ž u jaho horyč źbirajecca, a potym tak ź jenkam vychodzić, — kazali najbolš čullivyja žančyny. — Ciažka jamu adnamu viek viekavaci, što i słova navat niama kamu skazać, u sabie ŭsio treba trymać. Hetak jaho Boh praz baćkoŭ pakaraŭ, što nadta pahanyja ludzi, peŭnie, byli». Žančyny zirkali zaŭsiody na Niamoha sa škadavańniem, kali čakali aŭtałaŭku na vyhančyku i rabić asabliva nie było čaho.
Niamy vielmi lubiŭ aŭtałaŭku, jakaja była dla viaskovych niby «biełym hołubam» ź viestkami vialikaha śvietu, što chavaŭsia za sasnovym boram naŭkoł vioski. Niamy ŭžo z rana ŭ čaćvier nie moh spać, praz vokny vyhladajučy aŭtałaŭku i zvyčajna nie vychodziačy adrazu da ludziej, što źbiralisia na vyhančyku z zacisnutymi ŭ spatniełych rukach tysiačami. Aŭtałaŭka zaŭsiody ŭjazdžała va ŭračystym vobłaku pyłu i, trojčy prasihnaliŭšy baŭdziłavatym, jakija zabyvalisia pra čas pryjezdu kramy na kołach, zatrymlivałasia. Z kabiny, krekčučy i vojkajučy, lanotna, niby ciuleń ź ležbišča, i nieachvotna, jak na toj śviet, pamału vyłaziła toŭstaja pradaŭščyca. Jaje sini chałat — parvany pad pachami — zaŭsiody rasšpileny, bo nie sychodziŭsia na sytym ciele. Pradaŭščyca pa nievialičkaj drabincy ŭzłaziła da kuzava, łajučysia pad nos i maciukajučy viaskovych ałkaholikaŭ: «Što staicio, łamy? Patrymajcie drabinku!.." Z horam jana niejak uściahvałasia vyšej, admykała budu kuzava, i, vystaviŭšy napierad draŭlanyja ličydły-«ščoty», pytała niezyčlivym hołasam: «Što vam?» Čarha ŭtvarałasia aŭtamatyčna: kožny viedaŭ, chto i paśla kaho. Bolšaść starałasia zastacca na kaniec, kab inšyja nie bačyli, kolki toj kuplaje
U tym hodzie nadvorje niakiepska pažartavała ź ludziej. Kali ŭ traŭni napoŭnicu kvitnieli jabłyni dy ślivy, a ŭvieś stary kałhasny sad, pasiarod jakoha raniej u vioscy stajała škoła, bialeŭ ad kvietak, niby maładaja na viasielli, niečakana lasnuŭ maroz. Ranicaj usia ziamla była biełaja ad inieju dy dalikatnych pialostkaŭ jabłyčnych kvietak. «Što ž heta narabiłasia, što narabiłasia…» — biadoliła na ŭsiu viosku rudaja kučaravaja kałhaśnica Stasia, maci traich dziaciej. «Heta ž ani jabłyčka, ani jahadki sioleta nie budzie. A maje ž dzietki tak lubiać vareńnie. Hetaj zimoj malaŭki, peŭnie, buduć palcy smaktać», — kazała jana pry aŭtałaŭcy. Niamy tady pilna pahladzieŭ na jaje, jak zaŭsiody, spadyłba, a potym jašče niekalki razoŭ jaho hłyboki pozirk zatrymaŭsia na rudych kudzierach Stasi.
Niejak u pačatku ŭžo lipienia Niamy niespadziavana zavitaŭ da Stasi na padvorak z
Stasia chacieła adrazu ž sieści za pierabirańnie jahad dy zvaryć darahoje sioleta čarničnaje vareńnie, ale za aknom zavurkataŭ traktar. Juziuk, jaje muž, pryjechaŭ, kab zabrać siamju na sotki hrabić siena. Stasia schavała viadro ź jahadami ŭ šafku na kuchni dy, načapiŭšy śvietłuju chustku na rudyja vałasy, palacieła ŭ pavietku pa zahadzia padrychtavanyja hrabli dy viły. Na druhi dzień, adnak, času taksama nie było, bo vazili z naniatym susiedam Jankam i składali na haryšča suchoje siena. Jano pyliła, mała lažaŭšy ŭ kapie, lezła ŭ nos i horła. Sienavalniki časta kašlali, adcharkvajučy pył, smarkali čornuju i hustuju cieč, što rabiłasia ŭ nosie ad pyłu i nie davała dychać. Najśpiakotniej było na samym haryščy, dzie zusim nie dachodziła pavietra, a ad nahretaha soncam šyfieru duchata niby ahałomšvała i vyciskała z potam dušu.
Uviečary ŭžo ni na što nie chapała siłaŭ, i Stasia paśpieła zabycca, što ŭ šafcy schavanyja čarnicy. U niadzielu ranicaj na kuchni Stasia ŭbačyła roj maleńkich čornych mušak. «Niešta kiśnie», — padumała jana i, adkryŭšy šafku, pamorščyłasia ad śpiecyfičnaha pachu bradžeńnia — čarnicy sapsavalisia. «Ech, jak škoda», — padumała žančyna, dastaŭšy viadro z šafki. Na hazavaj plicie padharaŭ blin na śniadańnie dla dziaciej. «Paŭlik! — paklikała jana vaśmihadovaha syna. — Vaźmi viadro z čarnicami dy zapry na hnoj. Viłami jašče nakładzi navierch hnoju, kab baćka nie paznaŭ, što jahady vykinuli, bo budzie paźniej mazhi kampaściravać». Chłopčyk schapiŭ abiedźviuma rukami za ručku viadra i nie panios, a chutčej paciahnuŭ jaho na dvor. Vyjšaŭšy na hanak, Paŭlik pastajaŭ, adpačyŭ. Da kupy hnoju daloka, viadro ciažkoje, a pad chlavom jašče navažany na łancuh vializny sabaka Azor, jaki, napeŭna, budzie leźci da Paŭlika lizacca i, staŭšy na zadnija łapy, peŭnie, zachoča padužacca. «Učora pierakuliŭ mianie», — padumaŭ chłopčyk, zalenavaŭšysia soŭhacca ź viadrom kala Azora. Paŭlik zirnuŭ naprava ad hanka i, zaŭvažyŭšy kust parečak, nie dumajučy vyvaliŭ tudy sapsavanyja čarnicy. Źmieściva viadra šlopnułasia pad kust komam, što pryniaŭ formu viadra. Paŭlik nahoj paburyŭ kamiak, patryvožyŭšy roj čornych muchaŭ, sypanuŭ na sapsavanyja čarnicy dźvie žmieni ziamli, pastajaŭ jašče chvilu na hanku i, razmachvajučy pustym viadrom, pabieh dadomu, dzie jaho ŭžo čakaŭ haračy blin z rastoplenym masłam i cukram.
Niamy byŭ z samaj ranicy ŭ niadzielku ŭ dobrym nastroi, što niačasta zdarałasia. Nadvorje było vydatnym, i jahonaja duša radavałasia haściavańniu ŭ Stasi, jaje pačastunkam i miłamu tavarystvu. Rady byŭ Niamy i sabie, što zrabiŭ dobruju spravu, nabraŭšy pa adnoj jahadzie viadro čarnicaŭ, z čaho Stasinym dzieciam budzie radaść zimoju.
Na hanku Stasinaha doma Niamy pačuchaŭ sivuju baradu, vyrašyŭšy nie śpiašacca, i prysieŭ na schodach. Stary zasunuŭ ruku ŭ kišeń, dastaŭ hazietny arkuš, nasypaŭ tudy tytuniu ź inšaj kišeni, ščodra viazkaju ślinaju zmačyŭ hazietny kraj. Zapaliŭšy samakrutku, jon čmychaŭ ad zadavalnieńnia i puskaŭ vielizarnyja kłuby dymu. Vypaliŭ, pahladzieŭ pa bakach, kudy vykinuć niedapałak. Padyšoŭšy da kusta parečak, viaskoviec nachiliŭsia da kupki čornych jahadaŭ, akružanych areołam mušak. Niamko dakranuŭsia da kučki rukoju dy pamacaŭ aślizły ad puščanaha soku jahadny horbik, byccam nie vieračy vačam. Zatym vyprastaŭsia i, krychu zadumienna pastajaŭšy, rezka paviarnuŭsia i rašuča pakročyŭ u bok bramki, što viała na vulicu. Tolki la vyhančyku, nie daniosšy niekalki mietraŭ da domu, jon puściŭ ślazu, zasop i zastahnaŭ, zaciahnuŭšy svaju tajamničuju
Ciapier čytajuć
Ci patrebnaja biełaruskaja mova tym, chto razmaŭlaje pa-rusku? Azaronak zadaŭsia takim pytańniem na STB, a vypusknik Akademii MUS prapanavaŭ zamianić uroki fakultatyvami
Kamientary