Knihi ŭ dziavočych rukach
Pahavorym ab pryjemnym: pra dziaŭčat i knihi. Ci časta zdarajecca ŭbačyć u horadzie dziaŭčynu z knihaj u rukach? Byvaje. Dziaŭčaty, roznyja ŭzrostam i sacyjalnym statusam, mieraju pryhažości j stupieńniu ścipłaści. Mnohija ź ich paprostu nie dajuć źlotu razhledzieć svaje skarby mudraści, schavanyja pad knižnaj vokładkaj. Zvyčajna knižka pieravaročvajecca, kab, kryj boža, nivodzin minak nia zmoh rasčytać nazvy.
Adnojčy ty musiŭ chvilin ź piatnaccać pilnavać za dziavočymi rukami, jakija ŭporysta taili knižny zahałovak. U im milhacieli pryvabnyja dla tvaich vačej spałučeńni litaraŭ. «Tvorčaść piśmieńnikaŭ-postmadernistaŭ» — nieŭpryciam «rekanstrujavałasia» nazva, i daviałosia paškadavać, što nia maješ pra takuju knihu ani kaliŭca ŭjaŭleńnia. Zrešty, za dalejšymi ŭhladańniami vyviłasia, što ni Eka, ni Ziuskind, ni navat Pialevin nia majuć i blizka dačynieńnia da jaje. «Tovaroviedienije prodovolstviennych tovarov», — niby zadavoliŭšysia papiarednimi katavańniami tvajoj sprahnienaj cikaŭnaści, pakazała nieznajomka vokładku całkam.
Ale byvajuć i śmialejšyja. Jany naadvarot imknucca adrazu kinucca ŭ vočy sa svajoj taminaj. Jaje naŭmysna vystaŭlajuć vokładkaj na śviet božy takim čynam, kab kožny zdoleŭ daviedacca, što za knižencyja. Niaredka ŭ hetym prykmiačajucca elementy pravakacyi, a panienki prosta jatracca ad peŭnaha adčuvańnia ekstrymu. Heta amal jak stryptyz — demanstravać horadu, što ŭ ichnych rukoch Frojd z usimi svaimi pryncypami nasałody. Abo zbornik zadač pa vyšejšaj matematycy. Niejak daviałosia bačyć dzievańku z važkim falijantam «Biełaruski piesienny falklor», jaki byŭ ci nia samaj vialikaj pa pamierach častkaj jejnaha adzieńnia. Usio na joj mini, i tolki falklor — maksi… A kolki hodnaści było ŭ jaje pastavie! Tak i prasiłasia na hlancavuju vokładku čarhovaha numaru kultavaha biełaruskaha pornačasopisu «Arche». Biełaruskaje čytvo pabačyš ty ŭ rukach dziaŭčat hady ŭ rady. Pieravažna heta knihi pa ajčynnaj historyi dy litaraturnyja tvory školnaj prahramy. Čuŭ raz, jak dzieŭki, peŭna, studentački, u adnym kantekście zhadvali raman «I toj dzień nadyšoŭ» Masieja Siadniova dy «Łalitu» Ŭładzimiera Nabokava. Vysłuchać ich dobra nie ŭdałosia (vyskačyli na svaim prypynku), i zastałosia tolki varažyć, što miełasia na ŭvazie: kursavaja rabota z paraŭnańniem tvorčaści biełaruskaha i rasiejskaha piśmieńnikaŭ-emihrantaŭ albo fakt pierakładu na biełaruskuju skandalnaha tvoru pra amerykanskuju nimfetku. Mabyć, usio ž pieršaje, bo Siadnioŭ pra pierakład «Łality» navat nia dumaŭ.
Niekatoryja panienki, asabliva ŭ transparcie, karystajucca momantam i nia prosta trymajuć knihu, a čytajuć. Čytajuć manierna. Čytajuć usiakaje. Ad iraničnych detektyvaŭ pra Kamienskich i Jaŭłampijaŭ da rukapisnych vieršavanych antalohij (sprava Eŭfrasińni Połackaj žyvie!). A byvajuć knižki vielmi praktyčnyja. I, padhladajučy za čytankami spadarožnic u aŭtobusach, pry žadańni možna navučycca vydalać z vucha hnojnyja vydzialeńni, hatavać sałatu «Sabryna» (nie «Siabryna»!) z słabasalonaha sieladca i viandliny ci, narešcie, daviedacca pra asablivaści razmnažeńnia pałasatych kitoŭ. Kniha — najlepšy nastaŭnik. Paśla čałavieka.
Ciapier čytajuć
Pamiatajecie Daniiła z Ofisa Cichanoŭskaj, jakomu za dva dni sabrali hrošy na ankałahičnuju apieracyju? Jamu napisaŭ toj samy adnakłaśnik, jaki jaho ŭdaryŭ — z čaho ŭsio i pačałosia
Kamientary