Siarhiej Žadan. Niejkim čynam ty ŭsio-tki vyras u ščylinie miž dziaržaŭ...
Niejkim čynam ty
prytułkaŭ, manarchaŭ, anarchaŭ, žydoŭskich hramad, respublik,
trymajučy za zubami jazyk, kab nie tak dryžaŭ,
zaŭždy ŭsprymaŭ razmovu jak pieradumovu kupli-
prodažu svajho bližniaha, tamu pry pieršaj nahodzie
navažyŭsia pazbycca akoŭ, jakimi ciabie viazali,
to bok źmianić prorvu Uschodu, siarod jakoha byŭ žyć nie ŭ zmozie,
na zbudavanyja dalej na zachad čyhunačnyja vakzały.
I ŭrešcie, padstreleny na miažy, kali inšy, zdajecca, užo b patanaŭ,
ty ŭsio ž trymaŭ u pamiaci nieba, jakoje zdavałasia sinim,
i nadziejna schavanych čyrvoncaŭ zołata, jakoje ciabie ciahnuła da dna,
pasłaŭšy na psy tvaju prahu prarvacca za miežy Ajčyny.
Ułasna, darečniej nazvać tvaje ŭcioki płavańniem,
Abapał raki pamiežniki tolki, adciahnutyja ad turbot,
sačyli, jak ciabie razvaročvała płyńniu łaskavaju
niby carkvu — hałavoju na Uschod.
Kamientary