BIEŁ Ł RUS

Viktar Šnip. A jak maješ hrošy…

9.10.2000 / 13:00

Nashaniva.com

№ 40 (197), 2 — 9 kastryčnika 2000 h.


 

Viktar Šnip

A jak maješ hrošy…

 

k niedzie ŭsie darohi viaduć da Chrama, tak u maich Puhačach — da mahazina. I ja, budučy chłapčukom, ź siabrami źbiraŭ pustyja plaški, kab kupić kukuruznych pałačak. Padrosšy, kuplali cyharety (kazali, što baćku) i, schavaŭšysia ŭ kusty, adrazu skurvali pačak. Kuryli až da nudoty, ale nia kidali — kali kinieš, zaličać u małakasosy, jakija nia mohuć navat cyharetu skuryć. U hadoŭ piatnaccać moj adnaklaśnik Saška ŭžo moh kupić plašku “čarniła”. Mahazinščycy było ŭsio roŭna, kamu pradavać, hałoŭnaje, kab tavar nie zastojvaŭsia. “Čarniła” nie zastojvałasia, jak nie zastojvajecca i ciapier. I śpiašajecca bolšaść maich viaskoŭcaŭ da mahazina, jak chtości niedzie — da Chrama.

Nakuplaŭšy čarniła, Halin Saška paru dzion nie chadziŭ na pracu — piŭ. Na svoj karoŭnik pajšoŭ jašče nie praspanym. I tak užo atrymałasia, što ŭklučyŭ jon tam niejki mator, a jon vaźmi dyj zhary. A pierad hetym niekalki dzion padrad zahadčyca karoŭnika kryčała Sašku: “Spališ mnie mator, u turmu pasadžu!” I pajšoŭ Saška z karoŭnika dachaty. Pa darozie kupiŭ plašku čarniła, vypiŭ i doma paviesiŭsia ŭ chlavie.

U Lahiezach kramy niama. A ŭ toj čas naahuł nie było ni elektryčnaści, ni pravadnoha radyjo. I niejak uziaŭ mianie dziadźka Vicia źjeździć u Jaraševičy kupić u “žaleznym” mahazinie dźviercy dla piečki. Pryjechali. Dziadźka pajšoŭ kuplać, a ja zastaŭsia pilnavać kania. Siadžu na vozie, razhladaju vulicu. I raptam nad saboj čuju: “Moskovskoje vriemia — dvienadcať časov!” — i zajhrała muzyka. I saskočyŭ ja z voza, i pabieh da dziadźki ŭ mahazin. Dziadźka pierapałochaŭsia: “Što zdaryłasia?”! “Słup havoryć!” — adkazaŭ ja. U mahazinie ŭsie zaśmiajalisia, a dziadźka mnie rastłumačyŭ, što na słupie prymacavana radyjo.

Kab mnie kupić pierad škołaj što-niebudź ciopłaje na plečy, mama ŭziała mianie ŭ Rakaŭ na bazar. Chodzim, razhladajem, pryceńvajemsia. I raptam mažny dziadźka z ryžym toŭstym chłapčukom kidajecca da mamy: “Nina! Čuć paznaŭ ciabie! Zdarova!” Mama pryvitałasia, pačała raspytvać pra žyćcio-byćcio. “Usio narmalna! Jak bačyš, i ja žaniŭsia. Tre było tabie vychodzić za mianie. Hadavali b voś takoha syna…” — i dziadźka pakazaŭ na svajho ryžaha chłopca. Mama pachvaliłasia, što ŭ jaje dvoje dziaciej. A ja schavaŭsia za mamu i, padumaŭšy pra toje, što ja moh być hetkim toŭstym i ryžym, pakazaŭ chłopcu jazyk.

Raniej kožnaje leta ŭ lipieni baćki, naźbiraŭšy paru miaškoŭ ahrestu, jeździli ŭ Haradok zdavać jaho. Hetaha dnia ja čakaŭ, jak vialikaha śviata, bo moh paprasić, kab jany tam mnie kupili jakuju-niebudź knižku. Tak u mianie źjavilisia “Paleskija rabinzony”, “My z Sańkam u tyle voraha” i “Biełaruskija narodnyja kazki”. I adnaho leta narešcie baćka ŭziaŭ i mianie ŭ Haradok. Jedziem, i ja ad radaści rot nie zakryvaju, łapaču, jak zaviedzieny, a tut nasustrač idzie dziadźka i pytajecca: “Tola, kudy heta ty chłapca viazieš?” “U Haradok da žyda!” — adkazaŭ baćka i staŭ pahaniać kania. I ja ŭžo ŭsiu darohu siadzieŭ moŭčki i dumaŭ pra žyda.

Paśla zaniatkaŭ u Litinstytucie ja pajšoŭ z palakam Andžejem u mahazin kupić lampačak. Pradaŭščyca była maładaja i pryhožaja. I my vyrašyli ź joj paznajomicca. Andžej pradstaviŭsia vuhorcam, a ja čecham. Havaryli doŭha, navat praviali dziaŭčynu na elektryčku ŭ Myciščy. Nazaŭtra, ničoha nie skazaŭšy Andžeju, ja pajšoŭ znoŭ pa lampački i raskazaŭ znajomaj pradaŭščycy, chto my takija. I dziaŭčynie stała sumna…

Pavieźli nas na ekskursiju ŭ Jasnuju Palanu da mahiły Lva Tałstoha. Jechać daloka, i našy dziaŭčaty čas ad času spyniali aŭtobus, kab źbiehać u kramu. A ŭ kramach, akramia harełki, “čarniła”, kamsy i salanki, ničoha niama. Dziaŭčaty złujucca, a nam, chłopcam, viesieła — jość što vypić i čym zakusić. Pryjechali da majontku Tałstoha, a tam žančyny stajać z poŭnymi viodrami jabłykaŭ. Panakuplali my jasnapalanskich jabłykaŭ poŭny aŭtobus. I, ahledzieŭšy majontak Tałstoha i schadziŭšy da jaho mahiły (u jałovym lesie čorny hrud ziamli biaz kryža), my pozna viečaram viartalisia nazad, jeli jabłyki i niedahryzkami absypali rasiejskuju darohu.

U Maskvie Ludmiła prystała da mianie: “Davaj schodzim na “Siomaje nieba” (restaran u Astankinskaj viežy). Acaniŭšy svaje finansavyja mahčymaści, ja zhadziŭsia pačastavać niaviestu na “Siomym niebie”. Pryjechali ŭ Astankina. Pahladzieŭ ja na piaćsotmetrovy “špryc” i skazaŭ: “Nie palezu. Vieža pavalicca…” Vieža pakul što nie pavaliłasia, a tolki zhareła…

U čas padpisnoj kampanii deputat Jaŭhien Cumaraŭ rasstaraŭsia dla “Našaha słova” mašynu z hukaŭzmacnialnikam. Ad redakcyi adpravili mianie z Alesiem Karlukievičam. My nabrali z saboj hazet, knižak i pajechali da ŭnivermahu “Biełaruś”. Aleś handlavaŭ i rabiŭ padpisku na “Naša słova”, a ja siadzieŭ u “budcy” i ahitavaŭ. Sabrałasia narodu. I raptam pryjšoŭ milicyjant z univermahu i zakryčaŭ: “Razajciś! Nie pałožana!” My pakazali jamu svaje dakumenty i papiery na “budku”, a milicyjant usio roŭna svajo: “Nie pałožana!” Narod pačaŭ nas abaraniać. Milicyjant krychu supakoiŭsia i prapanavaŭ pa-dobramu jechać u inšaje miesca. Na toj čas nakład “Našaha słova” siahaŭ za dzieviać tysiač.

Pazvanili ŭ kvateru. Adčyniaju dźviery. Pierada mnoj žančyna z trochlitrovym słoikam. “Kupicie śviežaha miodu! Niadoraha. Uvieś pradali na Kamaroŭcy, a heta zastałosia…”, daje łyžku pakaštavać. Zdajecca, narmalny miod. “Kolki prosicie?” — “Piać…” — “Doraha…” — “Nu, tady čatyry…” Padyšła žonka na hałasy: “Što tut takoje?” “Miod kuplaju…” — adkazaŭ ja. “Za try z pałovaj…” — dabaviła pradaŭščyca. “Biarom…” — radasna skazaŭ ja. “Pačakaj, ja schadžu da susiedziaŭ. Niachaj jany pahladziać na miod”, — prapanavała žonka i pajšła. Pakul jana viarnułasia, ja zrabiŭ pakupku. Zanios miod na kuchniu i staŭ pieralivać jaho ŭ paŭlitrovyja słoiki, kab toje-sioje zavieźci mamie i dać cieščy. Nie ciače. A žonka śmiajecca: “Dyk heta ž cukar pierapłaŭleny!..”

Zajšoŭ susied-biznesmen ź milicejskaj dubinkaj i kaža: “Ja tolki što svaryŭsia ź milicyjantami. Pabi mianie dubinkaj, a ja schadžu, zdymu paboi i skažu, što mianie milicyjanty bili. My ź ich ździarom dobruju kapiejčynu!” Ja admoviŭsia, a susied skazaŭ: “Nu, hetyja piśmieńniki! Nia mohuć nikomu ŭ mordu zajechać!” — i pajšoŭ.


Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła