Vinceś Mudroŭ. Viecier vandravańniaŭ. Apaviadańnie
Pryziemisty, farbavany śvietła-brunatnaj farbaj dom ciotki Aŭhińni staić niepadaloku ad stancyi. Takija damki kaliści budavali dla čyhunačnikaŭ, a pakolki muž ciotčyn usio žyćcio adpracavaŭ mašynistam paravoza, dyk i atrymaŭ toje žytło jašče za chruščoŭskim časam. Zajmaje ciotka Aŭhińnia, što praŭda, nie ŭvieś dom, a tolki jaho pałovu. U druhoj pałovie žyvie dačka ź ziaciem — sarakapiacihadovym niepituščym zdaraviłam, jaki pracuje dziažurnym pa stancyi. Muž ciotčyn daŭno pamior, a ciotuchna ŭsio jašče zajmaje śviet i pamirać nie źbirajecca. Navat maje niejkuju haspadarku: haduje kata dy dvuch indykoŭ paŭnočnakaŭkazskaj parody. Byli jašče i indyčki, ale tych ziać na kałodku pakłaŭ: sup ź ich duža smačny. Chacieŭ na majskija śviaty i indykoŭ prykončyć, ale ciotka nie dała. Zvykłasia ŭžo sa svaimi haduncami. Usio ž viesialej, kali chtości chodzić pa dvary dy kułdykaje.
Indyki ŭ ciotuchny hanarlivyja: hrudziny jak tyja šary, hałovy na śpinach, chvasty viejeram; chodziać pavažna, čyrvonymi visiulinami trasučy, jakija ŭ ich na dziubach visiać, — ciotka tyja visiuliny «smarkačynami» nazyvaje. Ale ž praź indykoŭ i z dvara niemahčyma vyjści: biahuć, prakudy, śledam. Ciotka ŭžo, jak u kramu źbirajecca, i sumkaj machaje, i vieśnicy pryčynić. Ale ŭsio adno: uźlaciać na parkan, adtul, piory hublajučy, na ziamlu i vałakucca za haspadyniaj da samaj kramy. Prasiła niejak ziacia sietku na parkan naciahnuć, kab indyki sa dvara nie pieralatali, ale ž taho ci daprosišsia.
Voś i siońnia… pabačyli, niedareki, što haspadynia na hanak z pustoj sumkaj vyjšła — i adrazu ž da vieśnic kinulisia. Vybiehli na padvorak, zakułdykali i šyi ciahnuć, haspadyniu vyhladajučy.
— A kab užo na vas… — niezłaśliva pramoviła haspadynia, sychodziačy z hanku, — ciahajeciesia śledam, užo ludzi śmiajucca!
Ciotka Aŭhińnia dakorliva kreknuła, ślaźlivymi vačyma zirnuła na sonca, źbirajučysia čychnuć, ale nie čychnuła i valuchastaj chadoju rušyła ŭ kramu.
Da kramy iści niedaloka. Prajścisia ŭzdoŭž čyhunačnaj linii, a potym paviarnuć naprava. Indyki, jak zaŭsiody, iduć pieršymi. Na kalainie, uzdoŭž jakoj škandybajuć, staić tavarniak ź nizkimi płatformami, a la vahonnych kołaŭ harłasta zavichajucca kaŭki dy varony. Na dvare siaredzina žniŭnia, pa čyhuncy voziać zbožža, jano siamtam vysypajecca, tamu na stancyi ad samaha ranku źbirajucca ptušynyja hramady.
Pabačyŭšy šumlivych varon, indyki na momant zabyvajucca na haspadyniu, zbočvajuć sa ściažyny. Im taksama karcić pałasavacca kramianymi ziarniatami. Doma ž kormiać adno varanaj bulbaj dy siečanaj krapivoj z kisłym małakom, a tut takaja smakoša!
Ciotka Aŭhińnia z takoj prajavy navat pierachryściłasia: padziakavała bohu, što siońnia adna ŭ kramu pojdzie, biez hetych niedarekaŭ, i, azirnuŭšysia, pryśpiešyła krok.
Ziernia było niašmat, dyj dziaŭbści jaho było niazručna, bo jano ŭbiłasia ŭ ščyliny miž druzu i dzyndry. A tut jašče varony, sieŭšy na dach susiedniaha vahona, niezadavolena harłali, i indyki, kułdyknuŭšy ŭ adkaz, uźlacieli na płatformu. Dumali, moža, tam, na płatformie, dzieŭbanuć ziarniataŭ, ale tak i zastyli ŭ ačmureńni, bo mima, pa susiedniaj kalainie, z ahłušalnym šumam zalaskataŭ ciahnik. Ratujučysia ad hrukatu i laskatu, jany prycisnuli hałovy da śpinaŭ, uražana załypali paviekami, i navat kali hrukat zacich udalečyni i ŭźniaty ciahnikom pył pavoli asieŭ, indyki doŭha nie mahli ačomacca, marakujučy: što heta było? I ačulisia tolki tady, kali płatforma tarhanułasia i prydarožnyja kusty — spačatku pavoli, a potym usio chutčej i chutčej — papłyli pierad vačyma.
La samych dźviarej kramy ciotku nahnaŭ nadryŭny chłapiečy lamant:
— Babula, vašy indyki pajechali!
Dva padšyvancy biehli ad stancyi, adčajdušna machajučy rukami.
— Kudy pajechali? Na čym pajechali? — ulaknutapłaksivym hołasam azvałasia ciotka, nie ciamiačy — pra što havorka.
— U bok Aziaryšča! Na ciahniku! — razam kryknuli padšyvancy.
Ciotka Aŭhińnia strasianuła hałavoj, adhaniajučy strašnuju viestku, i hołasna, na ŭsiu vakolicu zalamantavała:
— A čaho ž vy ich adtul nie sahnalii?!
— Dy my zdalok užo ŭbačyli, kali ciahnik chutkaść nabraŭ, — pakryŭdžana azvalisia padšyvancy.
Usie, chto byŭ u kramie, vykulilisia na vulicu. Adna z žančyn, jašče nie viedajučy — što zdaryłasia, taksama ŭhołas zalamantavała, a dziadźka ŭ ssunutaj nabakir čyhunačnaj furažcy, pačuŭšy pra indykoŭ, pichnuŭ u kišeniu plašku «čarniła» i hłybakadumna zaŭvažyŭ:
— Kiepska, vidać, karmili, voś i pajechali šukać lepšaj doli.
Ziać, jak zaŭsiody, siadzieŭ na łavie i pychkaŭ papiarosaj. Łava stajała kala rasčynienaha akna dziažurki, i kali za śpinaj azyvaŭsia telefon, dziažurny pa stancyi lez u akonny atvor i davaŭ zahady mašynistam, stojačy vokračču na padakońni i vystaviŭšy ŭ vakno svoj pažanočy abvisły azadak.
— Čaho ty siadziš! — jašče zdalok vyhuknuła ciošča, zahrabajučy nahami šeruju pyluku.
Ad taho lamantu ŭ dziažurnaha hałava ŭjechała ŭ plečy i z rotu vypała papiarosa.
— Spyniaj svoj ciahnik! Chaj biahuć — šukajuć maich sakolikaŭ! — hołas cieščyn nabyŭ tym časam užo zusim isteryčnyja notki.
— Jaki ciahnik?! Kaho šukać?! — u ziacia ŭstaŭburylisia vałasy na hałavie i drobna zadryžeła nižniaja vusna.
Chvilin piać ciotka Aŭhińnia, darešty błytana, apaviadała pra svaju biadu, a kali ziać, uciamiŭšy narešcie, što da čaho, padabraŭ zpad noh papiarosu, ciešča aburana lapnuła jaho pa ruce.
— Ty što… ahłušeŭ ci što z taboj? Spyniaj, tabie kažuć, ciahnik!
— My što, zza dvuch indykoŭ budziem łamać hrafik ruchu? — burknuŭ ziać, załaziačy ŭ atvor akna i ledź čutna dadaŭ: — Hałosić, što taja Hamzacicha.
Hamzacicha była ichnaj susiedkaj — chata jaje stajała na druhim baku čyhunačnaj linii. Letaś niejkija pjanyja chłopcy pierajechali na matacykle jejnaha husaka, dyk susiedka ceły miesiac pa im hałasiła.
Ciotka Aŭhińnia pluchnułasia na łavu, pieraviała dych, ssunuła ź levaha vucha chustku, kab lepiej čuć ziacia, jaki ŭžo niekamu telefanavaŭ.
— Mikoła?! Ciabie zaraz u Aziaryščy spyniać — prabiažysia ŭzdoŭž sastavu. Tam dzieści na płatformach pavinny dva indyki siadzieć… Nu jakija… zvyčajnyja… paŭnočnakaŭkazskaj parody. A? Jop.. nu zvyčajnyja, kažu, chatnija.. Ty što, indykoŭ nikoli nie bačyŭ? Što? Čyje? Dy cieščy majoj… A?.. Dy nichto ich tudy nie sadziŭ, sami sieli, — dziažurny pa stancyi, praŭdapadobna, pačynaŭ hublać dušeŭnuju raŭnavahu. — Nu nie sieli… zalacieli… Što? Dy lotajuć… heta tvaje, moža, nie lotajuć, a cieščyny praz płot sihajuć… maładyja byli, dyk na chatu ŭźbivalisia… A? Dy bieź cieščy jeduuć, adnyy… — z roblenym stohnam vydychnuŭ dziažurny pa stancyi i vycier chałodny pot z łabiešnika.
Ziać chvilinu maŭčaŭ, a potym, maciuknuŭšysia, paviedamiŭ:
— U miech jaki zapichni… Nu ty što ŭžo — indyka nie złoviš?
— I chaj papiarednie łapy źviažuć, — padchapiłasia z łavy ciešča, i ziać biazhučna maciuknuŭsia ŭ adkaz.
… Zvanok prahučaŭ rezka, źviniuča, spałochana, i ciotka Aŭhińnia iznoŭ prychapiłasia na nohi. I pa tym, jak spachmurnieŭ ziacieŭ tvar, zrazumieła, što bolš užo nie ŭbačyć svaich haduncoŭ.
— A ty ŭsio ahledzieŭ? — zapytaŭsia dziela pryliku ziać i, paviesiŭšy słuchaŭku, asudžana raźvioŭ rukami. — Zasiekli b na majskija śviaty, dyk ciapier i biady b nie mieli.
— Kab ciabie samoha, paskudu, zasiekli, — vydychnuła ŭ svaju čarhu ciešča i z takim impetam pryčyniła akno, što tresnuła šyba i z dachu sypanuła parachnia.
Ciotčynym indykam dahetul nie davodziłasia jeździć na ciahniku, dy jašče na adkrytaj płatformie, i tamu jany z zachapleńniem pazirali na prydarožnyja kusty, vysokija drevy i kiłamietrovyja słupy, što prapłyvali mima, i viecier vandravańniaŭ, nasyčany hustym ciepłavoznym smurodam, pryjemna kazytaŭ hołyja šyi i čyrvonyja «smarkačyny», što matlalisia ŭ takt chistańniu płatformy. Prajechaŭšy tak kiłamietraŭ dvaccać, indyki saskočyli na vahonny naścił i pačali, chistajučysia ŭ boki, šukać jakich krychotak. Adnak ničoha spažyŭnaha nie znajšli. Niečakana ciahnik zahamavaŭ, dyk tak rezka, što kułdykaŭ prycisnuła da piaredniaha borta. Kali ruch zusim zapavoliŭsia, kryłatyja vandroŭniki ŭźlacieli na toj samy bort i ahledzielisia. Poruč, na susiedniaj kalainie, stajaŭ taki ž ciahnik z takimi ž płatformami; indyki, nie zhavorvajučysia, uźnialisia ŭ pavietra, a praź imhnieńnie ŭžo stukali dziubami pa mietalovaj padłozie: u adnym z kutoŭ płatformy, na jakuju jany pieralacieli, lažała, prasypaŭšysia ź miecha, ładnaja kučka kambikormu. Potym ciahnik kranuŭsia ź miesca, padłoha pačała zybacca, drobna dryžeć, ale indyki ničoha nie zaŭvažali, bo ŭpieršyniu ŭ žyćci dziaŭbli hranulavany kambikorm. Ale voś ptušyny dalikates byŭ dajedzieny, padłoha padmiecienaja visłymi indyčymi barodami; vandroŭniki zhadali raptam rodny chleŭ, haspadyniu, uskočyli na kraj płatformy i, na svaju radaść, ubačyli znajomuju vadaviežu, stancyju, haspadyninaha ziacia, jaki hetym razam nie siadzieŭ na łavie, a niervovym krokam chadziŭ siudytudy pa chodniku i dymiŭ papiarosaj; ubačyli farbavany ŭ śvietłabrunatny koler damok pad šerym dacham, na jaki jany, kali byli maładymi, lubili zalatać, i chacia ciahnik tolki krychu skinuŭ chutkaść i, padobna, nie źbiraŭsia spyniacca, załapatali kryłami i byli padchoplenyja narodžanaj ciahnikom vichuraj.
Tym časam ciotka Aŭhińnia siadzieła na hanku na paru z susiedkaj Hamzacichaj — toj samaj, u jakoj letaś prydušyli husaka, — i apałym hołasam dzialiłasia svaim horam. Za ichnymi śpinami panyła vurkataŭ kot Bazyl. Katu taksama było škada indykoŭ, ź jakimi jon choć i nie nadta siabravaŭ, ale jakich štodnia bačyŭ na padvorku.
— Vo jak jano… hadavała, hadavała… i vyhadavała… padlukam aziaryščanskim na patelniu. Schapili, vidać, maich sakolikaŭ — i vokam nie mirhnuli, — paśla takich słoŭ ciotka płaksiva smorknułasia ŭ brudnuju nasoŭku. — Aziaryščancy ž duža nie hladziać — čužoje heta ci svajo…
— A moža, heta paravoźnik indykoŭ pachapaŭ? Złaviŭ, u miech pichnuŭ, a skazaŭ, što nikoha nie bačyŭ, — šapialava azvałasia Hamzacicha dy tak i zastyła z raziaŭlenym rotam.
U raznaściežanyja vieśnicy, lapajučy kryłami i naŭzachapki kułdykajučy pra svaju vandroŭku, zalacieli dva indyki, i kot Bazyl, pabačyŭšy vandroŭnikaŭ, uźniaŭ chvasta i zadavolena paciorsia ad ciotčynu śpinu.